Wspomniana książka zaliczana jest do literatury obyczajowej oraz do tak kontrowersyjnej kategorii jak romans (wydaje się, że romans można albo kochać, albo nienawidzić, co nie ułatwia wydania na jego temat obiektywnej oceny). Mnie natomiast trudno umieścić ją w jakichkolwiek ramach. Stefańczyk stworzył dzieło, które chyba najbardziej przypomina literaturę absurdu, satyrę i komedię. W „Dżdżystym fusie” nie brakuje dziwności i absurdu, które sprawiają, że powieść ta może zostać nierozumiana przez czytelnika. Tylko czy to na pewno wada?
Pierwsze zderzenie ze stylem pisania i konstruowania opowieści przez autora opisywanej pozycji bibliograficznej może zaskakiwać. Może również powodować poczucie, że dalsze czytanie „Dżdżystego fusu” nie ma większego sensu. Wgłębiając się jednak z prezentowaną przez autora historię, dostrzega się jej realną wartość – i to właśnie dla niej opłaca się poświęcić dłuższą chwilę na lekturę. Dopiero wtedy jasne staje się, że główny bohater jest bardzo zagubiony i drzemie w nim wiele kształtujących go emocji.
Trzeba natomiast przyznać, że „Dżdżysty fus” Stefańczyka nie jest dla każdego. Liczna grupa czytelników może poczuć się znudzona, a nawet zmęczona podczas powolnego wertowania kart tej książki. Dla tych jednak, którzy lubią wgłębiać się w specyfikę ludzkich emocji, postaw i reakcji, opisywana powieść może stać się naprawdę wyjątkowa. Warto tylko przygotować się na elementy absurdalne, które mogą nieco zaburzać płynność lektury.
Alicja Swedura
(alicja.swedura@dlalejdis.pl)
Michał Stefańczyk, „Dżdżysty fus”, Novae Res, 2022
Komentarze