"Dżentelmen bez zasad" – recenzja

Recenzja książki "Dżentelmen bez zasad".
"Każdy skrywa jakąś tajemnicę"

Wiktoriańska Anglia, w której nawet damy marzą o szalonych przygodach to idealne tło, aby pokazać szaloną historię pewnej młodej lady oraz agenta do spraw specjalnych. Sarah Clarke-Townsend, siostra bliźniaczka księżnej Mary, podając się za nią ratuje życie rodzącej siostrze, ale przez to wpada w wir przygód. Zostaje porwana przez kilku szalonych Irlandczyków, którzy zabierają kobietę do swojego kraju. Ich śladem podąża agent policji Rob Carmichael, dobry przyjaciel rodziny, który przyjechał z niezapowiedzianą wizytą. On sam przeciw uzbrojonym zbirom? Intryga zapowiada się więc całkiem ciekawie.

Kolejne trudności nie zrażają agenta policji, który jest zdecydowany, aby uratować kobietę, nawet nie za cenę nagrody, bo ta będzie na pewno sowita. W końcu to jego praca. Ale gdzieś w głębi nie chce, aby ta przygoda zakończyła się zbyt szybko, bo imponuje mu odwaga młodej damy, która momentami potrafi zaskoczyć swoją bezkompromisowością, zupełnie nie pasującą do młodej szlachcianki.

Jednak miłośniczki tradycyjnych romansów historycznych mogą się poczuć lekko zawiedzione. Lady Sara przez sporą część historii "nosi się" jak jakiś parobek. Jest drobną, ale piękną blondynką, dlatego Rob musi ją za wszelką cenę ukryć przed porywaczami. Zresztą podróż z kobietą ubraną w szeleszczące suknie jest niewygodna, a uczestniczka konnej podróży na pewno zwraca uwagę. Sam agent policji walczy także o jeszcze jedną rzecz - o honor i godność swojej podopiecznej; tyle, że walczy o nie głównie z sobą. A to oznacza, że nie będzie nawet przypadkowych pocałunków skradzionych przed wzrokiem wścibskich. Pannę należy dowieźć w pełnym zdrowiu, najlepiej tak, aby o jej porwaniu nie dowiedziała się angielska arystokracja, bo kto by chciał taką kobietę za przyszłą żonę?

Do ciekawego zwrotu akcji, kolejnego i oczywiście nie ostatniego dochodzi, gdy szalona ucieczka przenosi się znowu na teren Anglii. To tu Rob Carmichael musi się z kolei uporać z własnymi upiorami z przeszłości, a z pewnością będzie to miało związek z jego rodziną i widmem bankructwa. To właśnie tutaj między dwójką, którą połączyła dość niecodzienna podróż, rodzi się uczucie.

Całość czyta się całkiem przyjemnie. Ma być miło - i jest, choć miejscami akcja sprawia wrażenie pisanej trochę na siłę. "Dżentelmena bez zasad" to już 5 tom serii "Zagubieni lordowie", jednak czytelniczki pokochają bohaterów nawet jeśli nie miały okazji, aby poznać ich wcześniej. Mężczyźni są w tych czasach odważni i waleczni, a kobiety mogą być słabe i delikatne. Czego chcieć więcej od historycznego romansu?

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Mary Jo Putney "Dżentelmen bez zasad", Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014 (wznowienie 2017)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat