…oraz te ogarniające emocje, gdy wyczekiwało się na świętego Mikołaja lub gdy zaspanym rano biegło się, by rozpakować prezenty! Z wiekiem zaczęłam dostrzegać coraz więcej szczegółów, które tworzyły tę magiczną atmosferę. Od dzieciństwa zaczęłam z młodszym bratem tworzyć nasze rytuały. Jednym z nich było oglądanie bajki pt. „Dziadek do orzechów”.
Muszę się jednak do czegoś przyznać. Jako książkoholiczka nigdy nie czytałam bajki o dziadku do orzechów. Teraz rozumiecie moje podekscytowanie, gdy po pracy rozsiadłam się wygodnie na kanapie i Z kubkiem kakao w ręku sięgnęłam po książkę. Im dłużej się zaczytywałam w lekturę, tym w większe wpadałam zdumienie.
Ostatnimi laty na rynku książek dla dzieci pojawiają się bardzo wartościowe książki i powieści dla maluchów. Jednak, gdy porównałam współczesną książeczkę dla dzieci z „Dziadkiem do orzechów”, zauważyłam jaka dzieli je przepaść. To zaskakujące jak ewoluowała literatura dziecięca! Czytając „Dziadka do orzechów” wiedziałam już skąd Stephen King znajdywał inspirację do swoich powieści grozy.
„Dziadek do orzechów” to mój symbol świąt Bożego Narodzenia; to także klasyka literatury dziecięcej. Ogromnie się cieszę, że posiadam swój własny egzemplarz i będę mogła czytać historię dziadka do orzechów swojemu maluszkowi, gdy trochę dorośnie. Pamiętajmy, że nie jest to łatwa historia, którą zrozumie małe dziecko. Dlatego warto przeczytać ją samemu i znów poczuć się jak dziecko.
Aleksandra Łozicka
(aleksandra.lozicka@dlalejdis.pl)
Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, Dziadek do orzechów, wydawnictwo Mg 2017
Komentarze