Jako nastolatka historię Polski najbardziej lubiłam zagłębiać dzięki książkom Pawła Jasienicy. Powieści historyczne, pełne dworskich intryg, spisków, skandali odkrywałam w książkach Philippy Gregory. Po latach wróciłam do tego gatunku, by poznać losy "Dzieci Jagiellonów".
Zacząć nalezy od tego, że "Dzieci Jagiellonów" to czwarta książka Doroty Pająk-Pudy, która w historii odnajduje opowieści warte wyróżnienia i opowiedzenia. Niestety, nie czytałam (jeszcze) poprzednich książek autoki, więc "Dzieci Jagiellonów" potraktować muszę jako opowieść odrębną.
Do ksiązki zasiadłam więc ze sporym entuzjazmem. Ciekawiło mnie ile pamiętam z czasów szkolnych (miałam nadzieję, że sporo, bo historię w szkole uwielbiałam) i w jaki sposób ta opowieść została przeniesiona na karty niniejszej książki. Oprawa – twarda okładka z majestatyczną grafiką, sugerowały, że to jedna z tych powieści, które przenoszą czytelnika w czasie. Otworzyłam więc pierwszą stronę, aby dać się porwać temu wehikułowi czasu.
W "Dzieciach Jagiellonów" zaglądamy na dwór Zygmunta Starego. Przez wydarzenia, dworskie korytarze i komnaty prowadzi nas Elżbieta – młodsza siostra władcy. I choć Zygmunta Starego niemal automatycznie łączymy od razu z jego żoną – Boną Sforzą, to w tej książce skupiamy się na relacji z jego pierwszą żoną Barbarą.
Już od pierwszych stron perspektywa młodej królewny Elżbiety przyciąga uwagę i angażuje. Pod usztywnioną konwenansami powierzchownością sporo się u tej bohaterki dzieje. Towarzyszymy jej więc w rozterkach, tęsknocie za narzeczonym, sytuacjach, które (moim zdaniem) często były przez młodą dziewczynę dość mocno wyolbrzymiane i dramatyzowane. Niestety, nie wszystkich bohaterów udało się sportretować tak, jak naszą narratorkę i główne postaci rodziny królewskiej. Żałuję, bo kilka osób drugoplanowych, czy wręcz epizodycznych miało całkiem spory potencjał.
Dorota Pająk-Puda sporo miejsca poświęca także tłu historyczno-obyczajowemu. Poznajemy więc codzienność rodziny królewskiej, przyglądamy się jadanym przez nich posiłkom, rozrywkom, jakim się oddawano, a także obowiązkom.
To, co trochę utrudniało mi jednak lekturę (choć zdaję sobie sprawę z tego, że dla większości czytelników może być to jeden z największych atutów książki) to język stylizowany na starodawny. Sporo tu więc archaizmów, przestawnego szyku zdań, zwrotów, które wyszły juz z użycia. To prawda, że dzięki takim zabiegom historia zyskuje na wiarygodności, jednak trochę spowalniała dynamikę fabuły i tempo lektury.
"Dzieci Jagiellonów. Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi losy podług Elżbiety Jagiellonki w 1517 roku spisane" to było niewątpliwie ciekawe spotkanie z "ożywionymi" postaciami historycznymi. Żałuję, że książka nie jest bardziej rozbudowana, bowiem wiele wątków można było z korzyścią dla całości, wydłużyć.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Dorota Pająk-Puda "Dzieci Jagiellonów. Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi losy podług Elżbiety Jagiellonki w 1517 roku spisane" Wydawnictwo MG, Kraków 2022
Komentarze