Dzieciństwo tylko z nazwy

Recenzja książki „W pułapce dzieciństwa”.
Brak domu, rodziców, z którymi można się podzielić najmniejszym sukcesem i największą porażką, zawsze pozostawia trwały ślad w życiu młodego człowieka.

Ponoć dzieciństwo to najpiękniejszy okres w życiu każdego człowieka. Taki, do którego później wraca się myślami z tęsknotą i rozmarzeniem. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. Dla niektórych dzieciństwo to pułapka.

Olivier, chłopiec, który od najmłodszych lat był przenoszony z jednej rodziny zastępczej do drugiej, opisuje swoją tułaczkę w poszukiwaniu rodzinnego ciepła w książce „W pułapce dzieciństwa.” Czytelnik towarzyszy głównemu bohaterowi od najmłodszych lat aż do momentu osiągnięcia pełnoletniości.

„Wszystkim matkom, które mnie pokochały” – tak brzmi druga dedykacja książki (pierwsza – bardziej osobista, skierowana jest do konkretnych kobiet z życia Joselito Michauda – autora). I wydaje mi się, że idealnie oddaje ona główny wątek historii małego Oliviera. Ta książka to tak naprawdę wspomnienia o kobietach, które były lub którym nie udało się zostać wymarzoną matką dla zagubionego chłopca. „W pułapce dzieciństwa” opowiada także o przywiązaniu i przyjaźni, jaka może się zrodzić jedynie wśród niewinnych dzieci, dzielących ten sam los.

Podejrzewam, że z założenia historia Oliviera miała być prostą, oszczędną i przede wszystkim wzruszającą relacją dziecka, które musi się zmierzyć z tym, że jego marzenie o normalnej, własnej rodzinie może się nigdy nie ziścić. Niestety, odniosłam wrażenie, że nie do końca się to autorowi udało.

Tym, co skutecznie już na samym początku utrudniło mi wczucie się w sytuację i emocje bohatera, były bardzo krótkie rozdziały opatrzone tytułami. To chyba te tytuły przede wszystkim zakłócały ciągłość akcji. Zapewne miały one podkreślić pewną wyrywkowość w pojmowaniu świata przez dziecko, koncentrowanie się na szczegółach, a także to, że książka jest przede wszystkim zapiskiem wspomnień i uczuć Oliviera, a nie opisem jego życia. W moim przypadku efekt ten nie został jednak osiągnięty. Miałam wrażenie, że wraz z rozpoczęciem każdego nowego rozdziału, oddalam się od sedna książki Joselito Michauda. Każdy kolejny tytuł (a bardzo często były to tytuły dosłownie obrazujące to, o czym za chwilę przeczytamy) wzbudzał moje zdziwienie, bowiem nie wyodrębniał żadnych istotnych części.

Drugim elementem, który zakłócał lekturę i pozbawiał ją szczerości i naturalności, był sposób narracji, szczególnie w pierwszej części książki, gdzie Olivier był zaledwie kilkuletnim chłopcem. Przemyślenia, jakie Joselito Michaud próbuje wcisnąć w usta głównego bohatera, są tak głębokie, wręcz egzystencjalne, że zupełnie nie pasują do tego, co mógłby myśleć i czuć pięcioletni chłopiec.

Dopiero pod koniec książki „W pułapce dzieciństwa” coś się zmienia Rozdziały stały się dłuższe, główny bohater dojrzał, a więc jego uwagi nie raziły już zbytnią dojrzałością, można więc było naprawdę poczuć więź z tym chłopcem i pochylić się nad jego losem. Jaka szkoda, że trzeba było czekać tak długo na ten moment.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Joselito Michaud, „W pułapce dzieciństwa”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat