Nie każda jednak kobieta właśnie tego pragnie. I paradoksalnie, nie każda może to mieć. Bo tak właśnie w życiu bywa, że to czego pragniemy najbardziej, pozostaje często poza naszym zasięgiem.
„Kobiety dzielą się na matki i niematki- te pierwsze godne szacunku, te drugie oceniane jako nieodpowiedzialne, niedojrzałe, zainteresowane tylko zabawą i karierą, wieczne dziewczynki. Mówi się o nich ze współczuciem podszytym pogardą, jak kiedyś, wiele lat temu, o starych pannach”.
Taki obraz polskiego społeczeństwa maluje przed nami Antonina Kozłowska w „Kukułce”. Podział, jaki niestety panuje w naszym kraju, z przeważającą ilością katolików, przyrzekających sobie w kościele powołać na świat liczne potomstwo, bo każda mężatka powinna zostać matką (oczywiście wyłącznie w sposób naturalny), nijak ma się do współczesnych problemów kobiet. Definicja, że jeżeli nie uda się mężczyźnie zapłodnić swej małżonki, to widać taka wola Boga, w jakiś sposób obraża kobiety, krzywdzi je, zakazując poszukiwania innych rozwiązań. Każda inność, każda bowiem potrzeba wyjścia poza ramy, staje się przyczynkiem do wytykania palcami i szykanowania. I jest niezgodna z religią, wpajaną nam od maleńkości. Powiedzcie to tylko kobiecie, która nie pragnie niczego tak bardzo, jak móc przytulić do piersi swe własne dziecko.
Tak dzieje się w przypadku Marty, szczęśliwej mężatki, której jedynym marzeniem jest doczekanie się potomstwa. Niestety, jak to w życiu bywa, każda z prób, kończy się poronieniem, co ma nieuchronny wpływ na ciężki stan psychiczny kobiety, a także konflikt z małżonkiem. Marta, postawiona pod pręgierzem ciekawskich spojrzeń ludzi, unikająca wszelkich spotkań w gronie kobiet, potrafiących rozmawiać jedynie o kupkach niemowlaków, szuka desperacko rozwiązania, które pozwoli jej stać się matką, stać się jedną z wielu. W jej życiu pojawia się surogatka- Iwona, porzucona przez męża matka dwojga dzieci, która postanawia pomóc Marcie i wynająć jej swój brzuch jako inkubator. Los jednak pokieruje ich decyzjami życiowymi w niespodziewany sposób.
Antonina Kozłowska porusza tematy niezwykle trudne, a jednocześnie bardzo aktualne we współczesnym świecie. Nie boi się ukazać całej prawdy o tych niespełnionych matkach, patrzących z nienawiścią na te, które nie szanując się, popijają alkohol i palą papierosy będąc w błogosławionym stanie. Pozbawione najbardziej pierwotnej z kobiecych umiejętności, tracące dzieci jedno po drugim, mówią tym wszystkim, którzy nie rozumieją pojęcia straty: „Nie straciłam płodu. Straciłam półrocznego, gaworzącego niemowlaka. Straciłam dwulatka rzucającego się na podłogę w sklepie. Czterolatka w czapeczce baseballowej jeżdżącego na trzykołowym rowerku. Pierwszaka na ślubowaniu w szkole. Tym wszystkim mogli się stać.”
W „Kukułce” odnajdziemy prawdę o potrzebach, emocjach, nadziejach i rozpaczach, które targają kobietami, pustymi w środku, bo pozbawionymi szans na zagnieżdżenie się w nich małego jajeczka. Autorka pokazuje świat, w którym pieniądze nie mają znaczenia, bo posiadanie dziecka nie zależy od zasobności portfela. Świat, w którym in vitro, czasem jedyna szansa, by poczuć na własnej skórze od środka kopnięcie małego cudu, uważane jest za zło i zakazywane.
Wobec tych utrudnień, na drodze do szczęścia, kobiety poszukują innych, bardziej radykalnych rozwiązań i mniej legalnych. Mowa tu o surogatkach, kobietach, które skłonione zazwyczaj złą sytuacją materialną, postanawiają sprzedać własny brzuch, by urodzić dziecko innej kobiecie. Handel dziećmi nie jest niczym nowym we współczesnym świecie, choć nie da się ukryć, że jest to zjawisko niezwykle wstrząsające i budzące wiele sprzeciwów. Pomijając jednak elementy moralne, pozostaje jeszcze pytanie, czy każda surogatka, która podejmie się takiego zadania, będzie w stanie oddać potem swoje-nieswoje dziecko innym ludziom? Czy też kolejnym dramatem będzie pozbawienie ostatniej nadziei kobiety, która przez 9 miesięcy patrzyła z miłością nie na swój brzuch, a jednak na swoje dziecko?
„Kukułka” to bardzo smutna, choć szczera i prawdziwa opowieść o próbie stworzenia rodziny. Próbie, która ma wysoką cenę i nie zawsze kończy się happy endem. Okazuje się bowiem, że szczęście można odnaleźć w zupełnie niespodziewany sposób, ale dający również dużą dawkę pozytywnej energii.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Antonina Kozłowska, „Kukułka”, Wydawnictwo Otwarte, 2010
Komentarze