„Dziedzictwo zbrodni" – recenzja

Recenzja książki „Dziedzictwo zbrodni".
Adrian Bednarek już trochę przyzwyczaił nas do tego, że w jego książce próżno szukać przeciętnych bohaterów.

Gdy rodzina Marysi zostaje zamordowana, a ona sama ledwo uchodzi z życiem, wiadomo, że zabójca nie spocznie, póki nie dokończy swojego dzieła. Jednak dwudziestolatka nie zamierza do końca życia się chować w obawie o własne życie. Jej głównym celem staje się poznanie zleceniodawcy winnego śmierci jej bliskich. I oczywiście zemsta. Może się więc okazać, że kluczem do odnalezienia wroga numer jeden jest zawarcie swoistego przymierza z wrogiem numer dwa – płatnym zabójcą we własnej osobie.

Powiedzmy to sobie zupełnie szczerze. Adrian Bednarek nie oszczędza swoich czytelników i nie bierze zakładników. Zbliżając się do jego książek trzeba być świadomym, co się za chwilę stanie. Bo są to książki, które swoją historią nokautują. Nie inaczej jest z "Dziedzictwem zbrodni".

Pierwsze, co mogłabym o tej książce napisać, to fakt, że jest ona bardzo brutalna. Opisy morderstwa są tu podane bardzo (bardzo) wprost, z każdym okrutnym i obrzydliwym szczegółem. Właściwie w pewnej chwili przemknęła mi głowie taka refleksja, że na kartach tej książki celebruje się brutalność i przemoc. Zdecydowanie nie jest to lektura dla osób o słabszych nerwach.

Także tym razem (czego po prozie Bednarka trzeba się już spodziewać) bohaterów mamy nietuzinkowych i odartych ze wszystkiego, co bliskie i dobrze znane. Choć, nad czym bardzo ubolewam, w „Dziedzictwie zbrodni" Adrian Bednarek nie pokusił się o pełniejsze zarysowanie profilu psychologiznego swoich bohaterów. Trudno jest więc czasem uwierzyć w ich decyzje, postępowanie (szczególnie jeśli chodzi o Marysię, jej postać wydaje się niespójna). A co za tym idzie, nie wzbudzili we mnie żadnych większych (nawet mieszanych) uczuć.

„Dziedzictwo zbrodni" czyta się bardzo szybko i płynnie. Historia jest w gruncie rzeczy prosta i to też daje się odczuć. Na pewno język powieści jest ostrzejszy, gęsto w  nim od wulgaryzmów (chyba nie zawsze w pełni zasadnych). Sama fabuła ma jedną, jak dla mnie sporą lukę. Żeby nie zdradzać zbyt wiele, wspomnę jedynie, że dotyczy ona wątku początków współpracy i realizacji postanowień Marysi. Trdno mi było uwierzyć w to, co się zadziało w relacji między dwójką głównych bohaterów.

Adrian Bednarek ma swój styl i konsewentnie się go trzyma. Choć „Dziedzictwo zbrodni" zajmuje w moim osobistym rankingu trzecie miejsce (za „Pasażerem na gapę" i „Córeczkami"), to z pewnością książka znajdzie wielu czytelników, którzy obdarują ją najwyższymi notami.

AP
(kultura@dlalejdis.pl)

Adrian Bednarek, „Dziedzictwo zbrodni", Wydawnictwo Zaczytani, Gdynia 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat