Rzadko się zdarza, by biografia autora bardziej interesowała niż napisane przez niego książki. Jeffrery Archer - bo o niego tutaj chodzi - na stałe wpisał się w krajobraz angielskiej literatury. Świadczy o tym nie tylko ciekawa biografia, ale też łączny nakład 100 milionów egzemplarzy, które ukazały się w 61 krajach, przetłumaczone na 21 języków. Jednak najbardziej frapujące jest to, jak dżentelmen, arystokrata i potomek wpływowego rodu staje się oskarżonym a później skazańcem? Czy również przypadkiem skłamał jako świadek w procesie pod przysięgą? Biografia Jeffreya Archera z pewnością zasługuje na osobną powieść.
Zbiór opowiadań wygląda jak zlepek krótkich form, które autor odłożył na później. Pierwsze z nich jest efektem wyzwania, jakie rzucił Archerowi redaktor „Reader's Digest”. Opowiadanie miało zawierać sto słów. „Ani mniej ani więcej”. Czytelnik zazwyczaj nie zastanawia się nad liczbami. Dla Archera pisanie, oprócz przyjemnością i sposobem na życie, było również zabawą formą. Z tej formy ulepił 15 różnych opowiadań, które są błahe, proste, przejrzyste, czasem bardzo skomplikowane. Być może przypadkowo bohaterowie trafili na karty opowiadań, a może życiowy przypadek łączy ich losy?
„Dzieło przypadku” pokazuje jak trudno stworzyć kilka zamkniętych form, które będą w stanie nieustannie utrzymać ciekawość czytelnika. Archerowi nie do końca się to udaje, chociaż następne opowiadanie daje nową nadzieję. Ten dystyngowany i elegancki arystokrata stara się być także gawędziarzem. Każde jego opowiadanie jest inne, a bohaterowie są osadzeni w różnym przedziale czasowym. I tak możemy prześledzić wycinek życia sprytnego małżeństwa, które wymyśliło sobie pomysł na życie. Poznajemy również młodego detektywa, który wyrusza w podróż, by rozwikłać sprawę morderstwa. Wspomniana opowieść o unikacie to cząstka filatelistyki. W tych historiach Archer stara się być opowiadaczem, a nie pisarzem, jak zawsze sam podkreśla. I faktycznie istnieje wrażenie, że opowieści były kreślone na szybko, bez przemyślenia. Mogły być idealnymi historiami opowiadanymi przy wieczornym ognisku. Ich zakończenie mogło się przecież zmienić w każdej chwili. Brakuje w „Dziele przypadku” głębi postaci, subtelnej groteski czy ciekawych zwrotów akcji. Wiadomo, że Archer to nie Truman Capote. Tylko dla fanów gawędziarstwa, anegdot i niedokończonych ripost. Niezobowiązująca lektura na leniwe popołudnia.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Jeffrey Archer, „Dzieło przypadku, 2019, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań.
Komentarze