Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy „Dzień, w którym kredki znalazły przyjaciół” autorstwa Drew Daywalta z ilustracjami Olivera Jeffersa. To trzecia odsłona niezwykle lubianej przez moje dzieci serii, zapoczątkowanej przez „Dzień, w którym kredki miały dość” i rozwiniętej w „Dniu, w którym kredki wróciły do domu”. Każda z tych książek opowiada o emocjach, relacjach i potrzebie bycia zauważonym. Napisane są z lekkością, humorem oraz pomysłowością, dzięki którym zarówno dzieci, jak i dorośli odnajdują w nich coś dla siebie.
Już od pierwszych stron można odnieść wrażenie, że autorzy ponownie otwierają drzwi do świata, w którym zwykłe przedmioty oddychają, czują i prowadzą rozmowy pełne ciepła oraz błyskotliwego humoru. Tym razem kredki nie walczą o uwagę ani nie próbują odnaleźć drogi do domu. Zamiast tego odkrywają wartość przyjaźni i pokazują, że nawet najbardziej niepozorne spotkanie może stać się początkiem niezwykłej relacji. Ta zmiana akcentów sprawia, że książka naturalnie rozwija pomysły znane z poprzednich części, nie powtarzając ich, lecz dojrzewając razem z czytelnikami. Jest jak drzewo, którego kolejne gałęzie wyrastają z tego samego pnia, ale każda rozwija się na własny, niepowtarzalny sposób.
Ogromnym atutem publikacji pozostaje warstwa graficzna. Ilustracje Olivera Jeffersa są pozornie proste, lecz kryją w sobie niezwykłą siłę oddziaływania. Kilka kresek, subtelna mimika i oszczędna kolorystyka wystarczają, aby nadać każdej kredce indywidualny charakter oraz wydobyć emocje bardziej przekonujące niż niejeden realistyczny portret. Każda rozkładówka przypomina małą scenę teatralną, na której bohaterowie odgrywają swoje role z wdziękiem i humorem, a czytelnik staje się jednocześnie widzem oraz uczestnikiem przedstawienia. Ilustracje nie są jedynie dodatkiem do tekstu – tworzą z nim nierozerwalną całość niczym dwa głosy śpiewające tę samą melodię.
Na uznanie zasługuje również forma wydania. Twarda oprawa, duży format, wysokiej jakości papier i staranny druk sprawiają, że książka od pierwszego kontaktu robi bardzo dobre wrażenie. To publikacja, którą z przyjemnością bierze się do rąk i która doskonale znosi wielokrotne czytanie, a w naszym domu jest to naprawdę istotna zaleta. Moje dzieci – czterolatek i siedmiolatka – uwielbiają wszystkie książki z tej serii i regularnie do nich wracają. Starsze dostrzega coraz więcej ukrytych żartów, zależności i emocjonalnych niuansów, natomiast młodsze z ogromnym zaangażowaniem śledzi ilustracje, nadaje bohaterom własne głosy i z radością przewiduje dalszy rozwój wydarzeń. To dla mnie najlepszy dowód na to, że autorzy stworzyli opowieść, która potrafi jednocześnie bawić dzieci w różnym wieku i angażować dorosłych.
„Dzień, w którym kredki znalazły przyjaciół” wyraźnie nawiązuje do dwóch wcześniejszych części, zachowując charakterystyczny humor, sposób prowadzenia narracji oraz niepowtarzalne osobowości kredek. Jednocześnie wnosi do serii świeżość, ponieważ zamiast skupiać się wyłącznie na indywidualnych problemach bohaterów, kieruje uwagę na budowanie relacji i odkrywanie, że różnice nie muszą dzielić, lecz mogą stać się mostem prowadzącym do porozumienia. To przesłanie wybrzmiewa naturalnie i bez nachalnego moralizowania, dzięki czemu trafia do młodych czytelników z wyjątkową siłą.
Ta książka jest jak pudełko kredek otwierane po raz pierwszy. Z każdą kolejną stroną rozsypuje przed czytelnikiem nowe kolory, emocje i pomysły, a jednocześnie przypomina, że najpiękniejsze historie rodzą się tam, gdzie spotykają się wyobraźnia, życzliwość i uważność na drugiego człowieka. To znakomita kontynuacja jednej z najbardziej oryginalnych serii książek obrazkowych ostatnich lat, która nie tylko dorównuje swoim poprzedniczkom, lecz także z powodzeniem dopisuje do nich kolejny rozdział pełen ciepła, humoru i mądrej refleksji.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Drew Daywalt, Oliver Jeffers, „Dzień, w którym kredki znalazły przyjaciół”, Wydawnictwo Kropka, Warszawa, 2026.
Komentarze