„Dzień 21” - recenzja

Recenzja książki „Dzień 21”.
„Dzień 21” to kontynuacja cyklu zapoczątkowanego tomem „Misja 100” autorstwa amerykańskiej pisarki Kass Morgan. Seria opowiada o świecie kilkaset lat po apokalipsie.

Cykl Kass Morgan wpisuje się w ramy coraz popularniejszej ostatnio literatury young adult i często bywa porównywany do słynnych już „Igrzysk Śmierci”. Owszem, czytelnik zapewne znajdzie wiele podobieństw – ta sama grupa odbiorców, świetny pomysł wyjściowy, trudne moralnie wybory. Wreszcie obie serie zostały zekranizowane. „Igrzyska śmierci” okazały się wielkim kinowym hitem, natomiast na podstawie „Misji 100” powstał serial „The 100”. Mimo to, seria Kass Morgan nie dorównuje powieściom Suzanne Colins pod względem fabularnym i stylistycznym.

Z pewnością, Kass Morgan wykazała się dość oryginalnym pomysłem na swój cykl. Autorka próbuje zobrazować w swojej książce świat po wojnie jądrowej, w wyniku której zginęło 8 miliardów ludzi. Mała część ludzkości zdołała się uratować i zamieszkała w kosmosie na stacji kosmicznej krążącej wokół skażonej, jak się powszechnie uważa, promieniowaniem Ziemi. Po kilkuset latach mechanizmy napędzające stację zaczynają jednak szwankować, kończą się zapasy i tlen. Kanclerz Jaha postanawia wysłać z samobójczą misją na Ziemię setkę więźniów, by sprawdzili, czy nadaje się ona do zamieszkania. Ekipa składa się z samych nastolatków, tylko oni bowiem są karani Odosobnieniem. Dorosłych za najbłahsze, jak by się zdawało z naszej perspektywy, przestępstwa czeka śmierć.

„Dzień 21” to dalszy ciąg losów walczących o przetrwanie rozbitków. Tym razem odkrywają, iż Ziemia nie jest tak opustoszała i wymarła, jak wszyscy myśleli. Bellamy oddaje się poszukiwaniom porwanej siostry, Clarke zaprzyjaźnia się z nowo przybyłym gościem, a Welles, jako syn kanclerza, usiłuje zapanować nad blisko setką zagubionych nastolatków. Tymczasem, na stacji Luke i Glass próbują wydostać się z odciętej od tlenu części statku. Jeśli im się nie powiedzie, czeka ich pewna śmierć.

Powieść Kass Morgan jest napisana bardzo prostym językiem, co sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Niestety, szwankuje warstwa stylistyczna, a dialogi są sztampowe, ogromnie naiwne i miejscami zupełnie niedopasowane do sytuacji. Akcja „Dnia 21” toczy się dość wartko, momentami jednak zwalnia, by wyeksponować wątki zupełnie bez znaczenia dla dalszej fabuły. Także zakończenie niektórych z nich pozostawia wiele do życzenia.

To, co najbardziej interesuje w książce Kass Morgan to obraz społeczeństw postapokaliptycznych, ich zasad i zwyczajów. Doprawdy, szokujące są postępki, których dopuszczają się ludzie w imię prawa i walki o przetrwanie. To gorzki, brutalny świat, w którym nie ma miejsca na miłosierdzie. W Kolonii na dzieciach prowadzi się eksperymenty nad chorobą popromienną, co do tej pory kończyło się ich śmiercią w straszliwych męczarniach. Na Ziemię wysyła się dzieci, by według wszelkich dostępnych danych, umarły na tą samą chorobę. Gdy zaś zaczyna brakować tlenu, władze decydują o odcięciu od niego blisko 2/3 ludności Kolonii.

„Dzień 21” to powieść dość ciekawa, obfitująca w zaskakujące wątki, jednak przy tych wszystkich dylematach etycznych, bardzo naiwna. Historia setki skazańców została o wiele lepiej przedstawiona w serialu, choć w nieco zmienionej formie. „Dzień 21” to w dużej mierze zmarnowany potencjał pierwotnego zamysłu autorki. Jeśli się więc zastanawiacie: serial czy książka, to tym razem, zdecydowanie radziłabym obejrzeć serial.

Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)

Kass Morgan „Dzień 21”, Wrocław, Bukowy Las, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat