„Dziennik znaleziony w błękicie” – recenzja

Recenzja książki „Dziennik znaleziony w błękicie”.
Bóg, ból, miłość, zemsta, męczeństwo, wszystkie skrajne uczucia i emocje – to wszystko w nowej książce Marka Susdorfa.

Mladi to młody mężczyzna pracujący w urzędzie, który przez pięć lat nie może pogodzić się z rozstaniem ze swoim ukochanym. Chcąc rozliczyć się z przeszłością, do piwnicy rodzinnego domu sprowadza byłego kochanka – Starija. Urządza tam Pasję nieustannie odwołując się do męki Jezusa Chrystusa. Kwiecień, czas kiedy chrześcijanie świętują Wielkanoc, staje się dla byłego kochanka czasem niewolnictwa i biernego podporządkowania biegowi wydarzeń. Zresztą były kochanek nie pozostawia mu wyboru… W rozżalonym mężczyźnie budzą się demony zemsty i okrucieństwa. Bóg, miłość, ale i melancholia czy ból przeplatają się na każdej stronie tej książki.

Warto zaznaczyć, że książka posiada dwa dna. Po pierwsze możemy ją zinterpretować dosłownie. Wówczas skupimy się na przeżyciach porzuconego mężczyzny, który postanawia wymierzyć karę byłemu kochankowi. Lawina przeżyć, brak możliwości odnalezienia się w homofobicznym świecie, który zmusza pary homoseksualne do rozstania, gdy tylko otoczenie zaczyna domyślać się prawdy. Co powiedzą znajomi? Już plotkują na temat zbyt bliskich relacji między dwoma mężczyznami. Zagubiony w całej sytuacji Starij postanowił przed laty porzucić swojego ukochanego. Dla Mladiego życie w tym momencie zakończyło się. Mężczyzna tęsknił za bliskością i obecnością kochanka, a jego każdy dzień przepełniony był męką, tęsknotą, żalem i bólem. Nie mogąc poradzić sobie z zaistniała sytuacją postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość…

Jednak Marek Susdorf zadbał, aby w jego książce można odnaleźć również drugie dno. I jest nim nic innego, jak odwołanie do religii i wiary. Człowiek, niejednokrotnie zatracony w bezrefleksyjnym podejściu do wyznawanej wiary, popada w melancholię i totalną apatię. Religia, nakazująca czystość, często bywa powodem bólu i poczucia osamotnienia. Główny bohater, co podkreślał wielokrotnie, potrzebował ciała, ciała i jeszcze raz ciała, a dostawał tylko duszę, duszę i raz jeszcze duszę. Ludzkie potrzeby pozostają niczym w świetle religii. Autor kreując swoich bohaterów skupił się na ich cielesności. Nawet uchodzący za boskiego Starij został pokazany jako człowiek składający się przede wszystkim z ciała. Potrzeby fizjologiczne, krew, ból, ale i ogromną potrzebę mięsa to wszystko można odnaleźć w „Dzienniku znalezionym w błękicie”.

Książka Marka Susdorfa z pewnością nie należy do łatwych i przyjemnych. Wręcz przeciwnie, jest publikacją trudną i zmuszającą do refleksji. Autor jest mistrzem w nakłanianiu czytelników do myślenia, bowiem wokół tej książki nie da się przejść obojętnie. To książka, która wywołuje jedynie skrajne emocje, co sprawia, że pozostaje w pamięci na długo. Nie można skończyć jej czytać i odłożyć na półkę i przestać o niej myśleć. Po prostu się nie da.

Ogromne brawa należą się autorowi za język tej książki. Jeśli ktoś twierdzi, że nie da się pisać o kwestiach filozoficznych w sposób trafiający do czytelnika to jest w dużym błędzie. Język, którym posłużył się Marek Susdorf jest plastyczny, a czytelnik ma wrażenie, że wręcz rytmiczny jak dźwięk rozpędzającego się pociągu. „Dziennik znaleziony w błękicie” to właśnie taki rozpędzający się pociąg, którego nie da się zatrzymać. Gdy zaczniemy czytać tę książkę nie możemy się z nią rozstać. Zadawałam sobie pytanie: co takiego jest w niej, że nie mogę przestać czytać? Zapewne każdy znajdzie w niej zupełnie inny element, bowiem wymaga ona czytania między wierszami i angażowania swoich zdolności analitycznych.

Odwaga w podejmowaniu tematów trudnych i kontrowersyjnych to z pewnością znak rozpoznawczy Marka Susdorfa. Jego „Dziennik odnaleziony w błękicie” w moim mniemaniu jest wręcz fenomenalny. Nie dający prostej recepty, bezkompromisowy i z licznymi niedopowiedzeniami. Jednocześnie tak mocno dotyka istoty problemu, że momentami czytelnik, nawet wbrew wyznawanemu przez siebie światopoglądowi, musi potwierdzić prawdziwość zapisanych słów. Warto jednak podkreślić, że tylko od nas, czytelników zależy, co z przeczytaną treścią zrobimy dalej. Dawno żadna książka nie miała dla mnie tak ogromnego znaczenia, jak ta, dlatego bez cienia wątpliwości polecam każdemu!

Joanna Ulanowicz
(joanna.ulanowicz@dlalejdis.pl)

Dziennik znaleziony w błękicie, Marek Susdorf, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa, wrzesień 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat