„Dziewczęta z pokoju 28” - recenzja

Recenzja książki „Dziewczęta z pokoju 28”.
Świadectwo dzieci, które przeżyły koszmar II Wojny Światowej stanowi zawsze wstrząsającą relację. Te dzieci bardzo szybko musiały dorosnąć, aby przetrwać...

„Dziewczęta z pokoju 28” to historia prosta i oparta w całości na przekazie kobiet, które jako zaledwie kilkunastoletnie dziewczynki znalazły się w getcie. Historia, której nie da się powtórzyć.

Hannelore Brenner została uwikłana w tę opowieść jakby przypadkiem. Los lubi płatać figle, wystarczy, że spotkała na swojej drodze odpowiednie osoby w odpowiednim czasie i już przepadła na dobre. Spotkania i rozmowy z kobietami, które kiedyś przetrwały piekło, którego nie rozumiały, a dziś potrafią się śmiać i cieszyć z każdego powodu, a nawet bez powodu, były dla autorki niezwykle cennym doświadczeniem. Sama we wstępie do książki podkreśla to wielokrotnie. Do książki, która powstała po to, aby zatrzymać pamięć o tych, którzy już odeszli i przelać na papier to, co bohaterki tej książki od lat noszą w sercach.

„Dziewczęta z pokoju 28” to historia prawdziwa, a właściwie wiele historii, które spotykają się w zbyt ciasnym, przeludnionym pokoju nr 28 w getcie w Theresienstadt. To właśnie w tym pomieszczeniu na wąskich, podwójnych, piętrowych łóżkach zawiązują się pierwsze przyjaźnie, rodzi się poczucie wspólnoty i solidarności, współdzieli się obawy, wątpliwości, smutki i… choroby.

Hannelore Brenner te same wydarzenia przedstawia z perspektywy kilku osób, często uzupełniając je o treści dokumentów. W przeważającej części narrację pozostawia dziewczynkom, czasem oddając głos dorosłym – rodzicom, znajomym czy opiekunkom z ośrodka. Przez to, że życie w getcie Theresienstadt poznajemy z perspektywy dzieci, brakuje w książce wyjaśnienia czytelnikowi, w jaki sposób to getto funkcjonowało, jakie zasady nim rządziły. Dziewczynki często skupiały swoja uwagę na wydarzeniach epizodycznych, niektóre zdarzenia przedstawione są fragmentarycznie, bo tylko tyle zachowało się w pamięci i na kartach pamiętników.

Choć z przytaczanych w książce wypowiedzi widać wyraźnie, że dorośli starali się w miarę możliwości chronić dzieci przed okropieństwami wojny, to jednak nie udało się stworzyć dla nich całkowicie bezpiecznego miejsca. Choćby informacje o transportach i wywozie mieszkańców getta do Auschwitz – każdemu udzielał się strach, gdy o tym mówiono, jednak nikt tak naprawdę nie wiedział, co to oznacza. Z głodem, stresem i przymusowym towarzystwem każdy radził sobie, jak potrafił. Jedną z form rozrywki i rozbudzania w mieszkańcach getta ducha narodowego i podtrzymywania iskierki nadziei było wystawianie przez dzieci „Brundibara”. Słynna opera stała się prawdziwą odskocznią od wojennej rzeczywistości, pozwalała przenieść się w zupełnie inny świat i  znów poczuć się wolnym. Nic więc dziwnego, że przedstawienia cieszyły się niesłabnącym zainteresowaniem publiczności, a dzieci robiły co mogły, aby choć raz zagrać na scenie.

„Dziewczęta z pokoju 28” to opowieść o dzieciństwie spędzonym w cieniu wojny. O trudach, porażkach i śmierci zaglądającej w oczy. Jednocześnie jednak jest to opowieść o czystej miłości do życia, o wrażliwości, nadziei, pragnieniu nauki i dojrzewaniu. A przede wszystkim o ludziach, dzięki którym życie stawało się znośniejsze.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Hannelore Brenner, „Dziewczęta z pokoju 28”, Świat Książki, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat