„Dziewczyna w drugim rzędzie” – recenzja

Recenzja książki „Dziewczyna w drugim rzędzie”.
One tu są i patrzą na mnie.

Gołębie. Owiana legendami plaga miast („one zabijają dla przyjemności”, „mogą rozłupać człowiekowi czaszkę w poszukiwaniu pożywienia”, „osrał złośliwie, czy na szczęście?”), utrapienie przechodniów, niechlujni dzicy lokatorzy, niszczyciele i roznosiciele zarazków. Kto się z nimi rozprawi?

Na pewno nie Aurelia Blancard, bo ona postanowiła uczynić z nich może niewiele mówiących, ale niemalże głównych bohaterów swej książki pt. „Dziewczyna w drugim rzędzie”. Są nimi również małomówna Cathy, dziennikarka paryskiego brukowca (tak, małomówna dziennikarka) i Lidia, tłumaczka w ciąży, która właśnie przeprowadziła się z mężem Vincentem w okolice Beaufort, gdzie niedawno doszło do morderstwa. Ofiarą jest Samantha, koleżanka z klasy zarówno Vincenta, jak i Cathy. Równolegle oglądamy więc wydarzenia z perspektywy osoby postronnej dowiadującej się o postępach śledztwa z mediów oraz reporterki próbującej odkryć prawdę na własną rękę z mizernym skutkiem.

Teoretycznie mamy więc do czynienia z thrillerem, czy kryminałem, ale jeśli mam być szczera, to na zakwalifikowanie do tych gatunków zdecydowanie za mało się dzieje. Gruchające stada opierzonych bandytów; obdrapane, opuszczone domy; gęsty las i zacinający deszcz robią niezły klimat, ale z czasem przyćmiewa go sztuczność urywanych dialogów i nadmiernie rozbudowane opisy. Bywa to nawet zabawne, kiedy np. autorka na jednej stronie dwukrotnie podkreśla, że pracownik kawiarni miał w pasie zawiązany fartuch, a nasza Cathy musiała się powstrzymywać, żeby go nie objąć w pasie, gdzie przyczaił się już zawiązany fartuch.

W ogóle Cathy to dziwna postać, rzekomo ambitna publicystka, a tak naprawdę zahukana mysz dając się tłamsić każdej napotkanej osobie. Lidię ratuje w zasadzie wątek polski, bo też czasem ciężko zrozumieć, o co jej chodzi i czemu nagle chce gdzieś iść, a potem jednak wracać i tak w kółko Są sceny, w których chodziło chyba tylko o to, żeby wydłużyć maszynopis, a jakimś cudem nie udało się w nim zawrzeć wyjaśnienia dziury w fabule dotyczącej miejsca pobytu pewnej matki.

Tym, co mimo wszystko podobało mi się w „Dziewczynie…”, jest powrót do rodzinnej miejscowości; wspomnienia z czasów szkolnych; to, na ile przeszłość nie odchodzi w niepamięć i czy można zmienić łatkę przypiętą w latach nastoletnich; ostatni twist i podkreślenie wagi więzi międzypokoleniowych.

„Dziewczyna w drugim rzędzie” to powieść z nie do końca wykorzystanym potencjałem, ale biorąc pod uwagę, że jest to dopiero druga pozycja w dorobku pisarki, pozostaje mieć nadzieję, że z czasem doszlifuje warsztat. Przyznam że głównym wabikiem był w moim przypadku fakt inspiracji prawdziwymi wydarzeniami, ale nie udało mi się rozgryźć, czy chodziło o coś więcej poza motywem wabienia i zabijania zwierząt.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Aurelia Blancard, „Dziewczyna w drugim rzędzie”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2021r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat