Zapowiada się ciekawie, bo Mercy ledwie odpoczęła po poprzednich przygodach, a tu okazuje się, że w rezerwacie niemal nieśmiertelnych nieludzi dochodzi do serii morderstw. Jedzie więc na miejsce, pomaga wytropić mordercę dzięki swojemu niezwykle czułemu zmysłowi węchu i zostaje wykluczona ze sprawy, żeby przypadkiem nie poznać zbyt wielu nieludzkich sekretów. Wszystko komplikuje się, kiedy okazuje się, że ktoś inny zabił wskazanego przez nią sprawcę morderstw, a winnym tej i pozostałych śmierci zostaje uznany jej przyjaciel i mentor Zee. Od tego momentu Mercy już wcale nie chce odkryć tajemnicy niezwykłych śmierci, tylko uratować przyjaciela. I tu zaczynają się rozmowy z prawniczką, nakreślenie całej sytuacji politycznej, która sprawia, że nieludzie wskazali kozła ofiarnego, aby uniknąć rozgłosu itd. To zbyt mocne osadzenie w rzeczywistości nie tylko rozwleka akcję, ale także ograbia powieść z całej magii.
Najbardziej fascynujący w „Pocałunku żelaza” są właśnie tajemniczy nieludzie, rodem z legend i baśni braci Grimm. Tymczasem ich niezwykłość zostaje w bardzo finezyjny sposób zepchnięta na dalszy plan. Nic tak nie drażni jak zbyt idealny bohater, ale Mercy momentami jest aż zbyt zwyczajna. Co z tego, że potrafi zmienić się w kojota, skoro ciągle czytamy o jej niezapłaconych rachunkach, problemach z utrzymaniem warsztatu i dylematem pomiędzy dwoma wilkołakami. A do tego wszystkiego jeszcze śledztwo, które toczy się jakby mimochodem. Parę razy w trakcie lektury dosłownie chciałam krzyknąć: „Dziewczyno bierz się do roboty!”. W moim przypadku Mercedes Thompson zdecydowanie przegrywa na polu urban fantasy z wymachującą mieczem Kate Daniels, która wyszła spod pióra Ilony Andrews. Bo całą brudną robotę za Mercy odwalają tu wilkołaki w aż dwóch scenach walki w całej książce.
Jednak mimo braku dynamiki, „Pocałunkowi żelaza” należy się plus za nie nachalnie i ciekawie wplecioną mitologię. Świetny jest także pomysł z grupą fanatycznych wrogów nieludzi, zwłaszcza zważając na fakt, że wielu miłośników fantasy wręcz marzy o tym, że być elfami, krasnoludami czy wampirami. Pięknie puszczone oko do czytelnika. Choć jak dla mnie nieco zbyt przyziemne. Książce dodaje klimatu także traumatyczne zakończenie. Bezpardonowo pokazuje, że Mercy nie jest żadną cukierkową lalą, a bohaterką z krwi i nierzadko połamanych kości.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Patricia Briggs, „Pocałunek żelaza”, Fabryka Słów, Lublin 2010
Komentarze