Hannah Dexter, spokojna, niesprawiająca problemów nastolatka niespodziewanie zaprzyjaźnia się z Lacey Champlain. Od tej pory Hannah to już nie Hannah, to Dex, to zupełnie inna dziewczyna. Aby zaimponować przyjaciółce decyduje się na wiele rzeczy wbrew sobie. Lacey wykorzystuje to i manipuluje nią. Dex jest zafascynowana nowym stylem życia. Czasem przeraża ją mroczna strona Lacey, ale zawsze tłumaczy sobie, że to tylko zabawa.
„Dziewczyny w ogniu” żyją chwilą. Spontanicznie wybierają się na długą przejażdżkę buickiem i śpiewają z Kurtem najgłośniej jak mogą. Uwielbiają Vonneguta i Kanta. Chcą wzbudzać sensację, napędzać ludziom stracha i dobrze się przy tym bawić.
Robin Wasserman stworzyła barwne kreacje Dex i Lacey. Wyraziste bohaterki i ich przygody robią wrażenie. Dzięki odpowiedniemu doborowi słów i niewielkim niedopowiedzeniom trzyma czytelników w napięciu.
Wielbiciele kryminału przez pierwszą część książki mogą czuć się zawiedzeni. Przynajmniej tak było ze mną. Warto jednak to przetrwać i zatracić się w tej historii. Nie liczcie też na pojawienie się śledczego, który będzie rozwiązywał zagadkę. Jednak wydaje mi się, że na tym właśnie polega urok tej książki – jest zupełnie inna niż większość kryminałów.
Jeśli lubicie mroczne i zaskakujące historie, ta książka z pewnością Wam się spodoba.
Dominika Jaworowska
(dominika.jaworowska@dlalejdis.pl)
Robin Wasserman, „Dziewczyny w ogniu”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze