„Dziki” - recenzja

Recenzja książki „Dziki”.
Osamotniony, zbyt wcześnie dojrzały nastolatek z Meksyku i przepełniony dzikością wilk z bezkresnych terenów Kanady. Co łączy tę dwójkę i jak potoczą się ich losy?

Wokół Juana Guillermo od pierwszych chwil życia krążyła śmierć. To jego pępowina udusiła w łonie matki brata bliźniaka – rodzice przez całe życie na jego ramiona składali ciężar narodzin martwego syna. Potem umarł jego ukochany, starszy brat Carlos, który jak się okazuje, nosił w sobie wiele niewypowiedzianych tajemnic. Ta strata bolała Juana najbardziej, bo z bratem czuł niezwykłą więź. Następnie ze świata odeszła babcia, a na końcu zabici w wypadku samochodowym rodzice. Wszystko to nastąpiło bardzo szybko, czyniąc Juana w wieku 17 lat sierotą bez nikogo bliskiego. Machlojki i rządy policji do spółki z półświatkiem przestępczym w oczach chłopaka doprowadziły do utraty najważniejszej osoby, czyli Carlosa; to na nich Juan chce się zemścić. Jednocześnie w jego życiu pojawia się Kieł – trzymany w niewoli wilk ze złamanym charakterem, poddawany licznym torturom, a mimo to wykazujący niezwykłą wolę życia. Równolegle (a może i nie?) w bezludnych obszarach Kanady inuita Amaruk tropi wielkiego, samotnego, dzikiego wilka. Chce jego śmierci; ale czy to satysfakcję odczuje, gdy stanie z nim oko w oko? I co łączy te dwie historie?

Są takie książki, które zapisują się nie tylko w pamięci, ale i w sercu, pozostawiając po sobie bolesną bliznę. „Dziki” należy właśnie do tej kategorii. To książka o wręcz mistrzowskiej konstrukcji, w której nie ma miejsca na chronologię – i taki zabieg zazwyczaj czyniłby lekturę nieznośną. Tymczasem Guillermo Arriaga stworzył w ten sposób coś niezwykłego; twór, który rzadko kiedy można jeszcze spotkać we współczesnej literaturze. Nie wiem, co wywołało we mnie więcej emocji: życie Juana i jego walka o normalność, gdy z jednej strony pała żądzą zemsty, a z drugiej garnie się do miłości czy beznadziejny los złamanego przez człowieka Kła, zranionego na ciele i duszy. Wiem jedno: wszystko to stanowi mieszankę doskonałą.

Autor zadbał nie tylko o prowadzenie dwóch niby osobnych, a jednak wiążących się ze sobą wątków. Stworzył również ciekawe przerywniki i wtrącenia w formie mitów, legend czy ludowych przypowieści znacznie wzbogacających wiedzę czytelnika o przedstawianym świecie. Z jednej strony mamy opisy brudnego, krwawego Meksyku, w którym ludzie w jednej chwili modlą się na klęczkach, a w drugiej zabijają bez chwili zastanowienia swojego sąsiada. Z drugiej zaś widzimy dziki, surowy świat natury i człowieka, który żyje w zgodzie z nią, zabijając jedynie z potrzeby przeżycia. Te dwa niezwykle różne, ale mające cechy wspólne obrazy, wywołują w czytelniku uczucia trudne do określenia.

Jest kilka zarzutów, które można by postawić autorowi. Jedni oburzą się na zbyt krwawe i szczegółowe opisy meksykańskich ulic. Drudzy poczują znużenie ciągnącymi się niekiedy scenami opowiadającymi o surowej przyrodzie Kanady i rządzących tam prawach. Dla jeszcze innych zaburzenie chronologii będzie sprawiało, że lektura stanie się uciążliwa. W istocie, nie jest to książka łatwa i lekka. Nie da się jej raczej przeczytać w jeden wieczór; wymaga skupienia, uwagi i oddania się jej w stu procentach. To wszystko jednak, co mogłoby być jej wadą, stanowi niezaprzeczalną zaletę. Na długo „Dziki” pozostanie w moich myślach i sercu, zajmując w obu honorowe miejsce.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Guillermo Arriaga, „Dziki”, Warszawa, Grupa Wydawnicza Foksal, 2018.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat