„Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów” – recenzja

Recenzja komiksu „Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów”
Opowieść o strachu, który można oswoić, i przyjaźni, która daje siłę. Czuła, mądra i pięknie zilustrowana historia dla młodych czytelników.

„Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów” to książka, która od pierwszej strony chwyta za serce. Poznajemy w niej Tryma, młodego lisa, który nie jest ani najszybszy, ani najodważniejszy. Wręcz przeciwnie – to płochliwy, niepewny siebie futrzak, którego niemal każde zadanie napawa lękiem. Gdy ma zapolować razem z innymi, trzęsie się jak galareta i najchętniej schowałby się pod warstwą mchu i liści. A kiedy przez swoją nieuwagę traci zdobycz, w przypływie desperacji postanawia udowodnić, że też potrafi być odważny. I właśnie ta próba prowadzi go w miejsce, które zmieni wszystko.

Zamiast do kurnika trafia na fermę lisów. Zostaje zamknięty w klatce. I tam poznaje Lukasa – lisa, który całe życie spędził w niewoli i nie zna innej rzeczywistości. Ich przyjaźń rodzi się w miejscu, które wydawałoby się najgorszym z możliwych. A jednak to właśnie tam pojawia się coś najważniejszego – zrozumienie i bliskość.

Ta historia zachwyciła mnie pod każdym względem. Już sama okładka przywodzi na myśl piękne, klasyczne baśnie – takie, które trzyma się na półce i które mimo upływu lat wciąż nas zachwycają. Ilustracje są absolutnie oszałamiające. To jedne z najpiękniejszych rysunków, jakie widziałam w książkach dla dzieci – pełne detalu, emocji i subtelności. Każda strona jest małym dziełem sztuki.

Jednak to fabuła poruszyła mnie najmocniej. W Trymie zobaczyłam trochę siebie – bo nie każdy z nas jest urodzonym bohaterem. Nie każdy wchodzi do życia z impetem i uniesioną głową. Czasem odwaga polega na czymś dużo mniejszym – na zrobieniu jednego kroku, mimo że serce wali jak młot.

Książka pięknie pokazuje, że lęk nie czyni nas słabszymi. Każdy z nas niesie inny zestaw doświadczeń, wrażliwości i obaw. To, co dla jednej osoby jest codziennością, dla innej może być paraliżujące. I to jest w porządku. W świecie, który nieustannie powtarza, że trzeba wychodzić ze strefy komfortu i przekraczać granice, ta opowieść proponuje coś łagodniejszego: może wystarczy najpierw wyściubić nosek. Rozejrzeć się i złapać kogoś za rękę. Nie zawsze trzeba rzucać się na głęboką wodę. Czasem wystarczy, że ktoś obok też nie ogarnia wszystkiego tak, jak chcieliby wszyscy nadmuchani instagramowi guru – i że możemy wspierać się nawzajem.

„Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów” to historia, która otula i dodaje otuchy. Przypomina, że dzieci – choć często wydają się beztroskie – mierzą się z ogromem wyzwań i emocji. I że nawet jeśli świat bywa przytłaczający, można znaleźć kogoś, przy kim lęk stanie się mniejszy. Nie każdy musi być najodważniejszy na świecie. Ale każdy może codziennie zrobić jeden mały krok. Dla siebie. Dla swojej przyszłości. To czasem jest największa odwaga.

Katarzyna Chober

Victor Nordahl, „Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów”, Story House Egmont, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat