W pierwszym tomie kultowego cyklu „Dzikie karty” znajdziemy więc wszystko, co w popkulturze najlepsze –bohaterów z pelerynami powiewającymi na wietrze, super złoczyńców oraz swobodną zabawę konwencją.
Tuż po zakończeniu II wojny światowej Ziemię atakuje tajemniczy wirus, który wprowadza znaczące zmiany w ludzkim kodzie genetycznym. Rozpoczyna się „era dzikiej karty”, która zmienia dotychczasowe oblicze świata. Nosiciele na skutek zarazy przechodzą różne mutacje - szczęśliwcy, zwani Asami, zyskują nadnaturalne moce, umożliwiające im np. latanie oraz zaawansowaną telekinezę. Ci, którzy kontakt z wirusem przypłacili licznymi deformacjami, zostają określeni mianem Dżokerów.
Chociaż w Polsce „Dzikie karty” dopiero debiutują, historia tej antologii opowiadań sięga lat 80 ubiegłego wieku. To właśnie wtedy stworzono podwaliny całego uniwersum, które przez lata działalności rozrosło się do całkiem sporych rozmiarów – obecnie seria liczy już kilkadziesiąt książek, głównie skupiających się na losach bohaterów przedstawionych w tomie pierwszym. Przecierające szlaki „Dzikie karty” to więc nie tylko wstęp do świata przypadkowych bohaterów, ale swoiste wprowadzenie do zorganizowanej i alternatywnej rzeczywistości. Każde opowiadanie to element wiążący świat dzikich kart w jedną, spójną całość - i chociaż nie wszystkie historie trzymają równe tempo, całość wypada nad wyraz przekonująco. W tomie pierwszym znajdziemy więc wprowadzające „Trzydzieści minut nad Broadwayem!”, wciągające „Głęboko w dole” czy niepokojącego „Śpiocha”. Na szczególną uwagę zasługuje również krótka forma autorstwa samego George’a R.R. Martina pod tytułem „Chwile w życiu żółwia”, która skupia się na Tomie Tudbury’m, jednym z najważniejszych bohaterów całej serii. Sukces „Dzikich kart” to jednak nie tylko wyraziści bohaterowie, ale również doskonale wykreowana rzeczywistość. Ten zabieg to zresztą jedna z największych zalet antologii – odpowiednie dawkowanie fikcji i faktów tworzy wybuchową mieszankę, która bez reszty wciągnie każdego czytelnika.
Mocno wyeksploatowane na okładce polskiego wydania nazwisko George’a R.R. Martina sugeruje, że ten zbiór opowiadań to wyłącznie jego autorskie dzieło. Nic bardziej mylnego – te potężne uniwersum, opisujące alternatywny przebieg wydarzeń po II wojnie światowej, zostało zbudowane dzięki pomysłowości licznych twórców i pisarzy sci-fi. O ile Martina faktycznie można uznać za redaktora całej serii, to za sukces tej antologii odpowiedzialnych jest również wielu innych autorów, takich jak Carrie Vaughn czy Roger Zelazny. Patchworkowa konstrukcja „Dzikich kart” nie tylko zachwyca oczywistą różnorodnością formy, ale również pozwala nam śledzić rozwój historii z różnych punktów widzenia. To sprawia, że konstrukcja „Dzikich kart” zachwyca- i to nie tylko w dziedzinie samych superbohaterów.
„Dzikie karty” to doskonała rozrywka dla każdego, kto nie boi się odrobiny szaleństwa i alternatywnego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Banalna opowiastka? Nie tym razem. „Dzikie Karty” to solidna dawka fantastyki zarówno dla wytrawnych znawców tematu, jak i kompletnych laików. W końcu na opowieści o herosach i złoczyńcach zawsze znajdzie się trochę wolnego czasu!
Katarzyna Rupala
(katarzyna.rupala@dlalejdis.pl)
Red. George R.R. Martin, “Dzikie karty” Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2014
Komentarze