„Cudzoziemiec mieszkający w Chinach przeżywa dwa krytyczne momenty uświadomienia. Pierwszy zachodzi zaraz po przyjeździe, gdy przybysz uzmysławia sobie ogrom niewiedzy. Język, zwyczaje, historia- wszystkiego trzeba się nauczyć, a wydaje się to po prostu niemożliwe. Później, kiedy człowiek zaczyna już co nieco chwytać, uzmysławia sobie, że wszyscy inni są właściwie w tej samej sytuacji. Kraj zmienia się zbyt szybko i nikt w Chinach nie może być pewny, że wie wystarczająco wiele. Wszystko wymyśla się w biegu, ludzie tutaj są mistrzami improwizacji. To drugi krytyczny moment. Świadomość własnej niewiedzy jest przykra, ale marna to pociecha, że tę przypadłość człowiek dzieli z miliardem trzystoma milionami innych”.
Taki właśnie obraz kraju, który zupełnie niespodziewanie stał się jego drugim domem, prezentuje nam w swoich reportażach Peter Hessler, amerykański dziennikarz i pisarz. Czy ktoś, kto spędził jednak ponad piętnaście lat w obcym kraju tematem swojego tekstu powinien uczynić wypożyczalnie samochodowe, drużyny koszykarzy, czy wolontariuszy z Korpusu Pokoju? W pierwszym odruchu powiemy - nie, przecież co nas to obchodzi? Szukamy przecież informacji tłumaczących nam zdarzenia z pierwszych stron gazet, a nie jakichś błahych spraw, które w żaden sposób nie wpływają na nasze życie. Tyle że paradoksalnie to dzięki właśnie takim reportażom poznajemy Chiny. Zwykłe codzienne wydarzenia, w których uczestniczymy bez względu na narodowość, najszybciej zobrazują nam tę samą sytuację tyle, że w innym kraju. Proste historie najszybciej trafiają do odbiorcy, z takimi zdarzeniami utożsamiamy się. Reportaże Hesslera nie są typowe, nie ocierają się o tematy do znudzenia opisywane przez innych reportażystów. Pytanie tylko, czy okażą się na tyle interesujące i wiarygodne, by czytelnik dzięki tym publikacjom poczuł magię Chin, wczuł się w tamtejszy klimat, zbliżył się choć odrobinę do tego wyjątkowego narodu i zrozumiał postawy i motywację ich działań?
To, będzie zależało w dużej mierze od tego, jakich informacji poszukuje odbiorca i czy potrafi on czytać między wierszami. Peter Hessler znalazł bowiem dość ciekawy sposób na przekazanie bardzo ważnych treści, wplatając je jakby mimochodem w życie chińskich obywateli. Uwikłani w polityczne, społeczne i obyczajowe sieci powiązań, stają się skoncentrowani na swoim „być”, niekoniecznie interesując się tym co wykracza poza ich najbliższą społeczność. By jeszcze bardziej uwidocznić tę ich „inność”, Hessler zestawia ich postawy ze społeczeństwem amerykańskim, pokazując jednocześnie nici, które splątują oba narody. Amerykanin, który rzuca wszystko, by badać pozostałości Wielkiego Muru, kontra pekińska swatka, szukająca „zagranicznych” mężów dla swych rodaczek. Chińska malarka wykonująca na zlecenie setki obrazów ukazujących piękno europejskich miast, których nie jest nawet w stanie rozpoznać, a tysiące wolontariuszy, którzy za cel życiowy obierają sobie pomoc ludziom z prowincji, nie zawsze znając język, czy kulturę danej grupy społecznej. Peter Hessler się nie spieszy. Ma czas, by przyjrzeć się ludziom i wydarzeniom. Ma też czas, by powrócić po miesiącach, latach w to samo miejsce i ocenić skutki wcześniejszych decyzji. Ta różnorodność bohaterów, wybranych z różnych części zarówno Chin, jak i Ameryki, spaja cykl opowieści „Dziwne kamienie”. Daje szeroki kąt patrzenia, perspektywę, której w niektórych reportażach bazujących na wąskim wycinku jakiejś rzeczywistości brakuje.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Peter Hessler, „Dziwne kamienie. Opowieści ze Wschodu i z Zachodu.”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Komentarze