Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z książką Łukasza Skotniczego, wiedziałam, że nie będzie to zwykła powieść. Okładka, będąca mrocznym połączeniem czerni i czerwieni, z ukrytą twarzą i ptakami, jakby ogłaszającymi smutną nowinę, jest najlepszą zapowiedzią tego, czego możemy spodziewać się po treści publikacji. Sama pozycja jest mistrzowskim połączeniem kilku gatunków literackich – romansu, dramatu, thrillera, fantasy i powieści psychologicznej. Każdy czytelnik znajdzie więc tutaj coś dla siebie. O wiele większą wartość książki stanowi jednak sama jej treść, trzymająca w napięciu od początku do końca i dająca odpowiedź na wiele nurtujących pytań.
Łukasz Skotniczny przedstawia nam historię dwójki braci – Matthewa i Petera Shawn, którzy w wieku ośmiu lat stracili swoich rodziców. Zamieszkali w małej mieścinie Greensville w domu dziadków ze strony matki. Chłopcy zamknęli się w sobie, byli samotni, ciężko im było żyć w zupełnie dla nich nowej, trudnej rzeczywistości. Po jakimś czasie jednak otrzymali pewien dar – wszystkie swoje troski, zmartwienia i traumatyczne wydarzenia z przeszłości zaczęli ukrywać pod maską szczęścia. Dla jednego taka umiejętność staje się błogosławieństwem, dla drugiego jednak – prawdziwym przekleństwem.
Każdemu z nas zdarzyło się udawać radość – gdy nie chcieliśmy komuś sprawić przykrości, kiedy woleliśmy zatrzymać swój ból tylko dla siebie lub nie potrafiliśmy dzielić się trudnymi wspomnieniami z bliskimi. O ile robimy to raz na jakiś czas, to nie ma większego problemu. Są jednak tacy ludzie, którzy postępują w ten sposób przez całe życie. Nie okazują negatywnych emocji, a co więcej na zewnątrz zastępują je tymi pozytywnymi. To prosta droga do choroby – nerwicy, depresji, zaburzeń osobowości, bo ciężkie przeżycia, które trzymamy w sobie i ból, którego nigdy nie wyrażamy, muszą znaleźć „ujście”. Udając przez całe życie możemy zatracić siebie i własną tożsamość, możemy mieć problemy w kontaktach z innymi ludźmi, a już na pewno będziemy nieszczęśliwi – oczywiście we własnym wnętrzu, bo na zewnątrz będziemy promienieli radością. To bardzo smutna perspektywa, kto wie, czy nie boleśniejsza niż same traumatyczne wydarzenia, ponieważ nie otrzymujemy od nikogo pomocy i musimy sami zmagać się z trudami przeszłości. Czy warto więc ukrywać się za stosem przygotowanych uśmiechów na każdą okazję? Nie mam wątpliwości, co do tego, że to nie ma najmniejszego sensu. Co więcej, może nam to przynieść tylko same problemy.
Książka „Eccedentesiast” jest nie tylko przestrogą, ale także niemym wołaniem o pomoc tych osób, które same już nie umieją przyznać się do bólu, którzy pielęgnują w sobie od dziesiątek lat. Mam nadzieję, że każdy z nas zastanowi się teraz zanim założy kolejną maskę i zanim zacznie oceniać kogoś, kto z pozoru nie ma żadnych problemów, a tak naprawdę jest chodzącym nieszczęściem ukrytym za zasłoną uśmiechu.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Łukasz Skotniczny, „Eccedentesiast”, Novae Res 2017
Komentarze