„Eden. Nowy początek” – recenzja

Recenzja książki „Eden. Nowy początek”.
Calder i Eden zostali rozdzieleni, oboje myślą, że to drugie nie przeżyło końca Akadii. Ale prawdziwa miłość przetrwa nawet piekło.

Po tragedii, do której doszło w Akadii, Calder i Eden muszą zmierzyć się z powrotem do prawdziwego świata i uporać się ze stratą. Oboje przekonani są bowiem, że to drugie nie przetrwało tragicznej powodzi, w której zginęli mieszkańcy sekty stworzonej przez Hectora. Eden udaje się znaleźć schronienie w domu Felixa – bogatego jubilera i pracuje na swoje utrzymanie, dając lekcje gry na fortepianie, Calder natomiast nie ma tyle szczęścia – przy życiu trzymają go dorywcze prace i nieoceniona pomoc Xandra, przyjaciela z dzieciństwa. Z czasem jednak los uśmiechnie się do obojga – dziewczyna odkryje, że w dzieciństwie została porwana i odnajdzie swoją matkę, a chłopak stanie się uznanym malarzem. Przypadek sprawi, że ich drogi znów się połączą – będą mieli możliwość sprawdzenia, czy ich miłość była silniejsza niż czas i niż horror, który przeżyli.

Obawiałam się, że „Eden. Nowy początek” Mii Sheridan ulegnie „klątwie drugiego tomu” – pierwsza część serii – „Calder. Narodziny odwagi” nie podobała mi się, uznałam ją za zbyt skomplikowaną i wydumaną, dlatego po kontynuację sięgałam z rezerwą. Ale tym razem autorka pozytywnie mnie zaskoczyła – dalsze losy Eden i Caldera są dużo bardziej zrozumiałe, głównie dlatego, że osadzone w bardziej rzeczywistych, logicznych realiach, ale jednocześnie niepozbawione dramatyzmu – walka bohaterów o ich uczucie, o niezapomnienie, o tożsamość i prawdę jest ukazana w sposób naprawdę emocjonalny i wzruszający, ale nie nadmiernie patetyczny. Chociaż to historia z gatunku new adult, to chwilami zakrawa wręcz o kryminał – Eden bowiem stara się zrozumieć działanie Hectora, pomóc Calderowi odnaleźć jego korzenie, a także doprowadzić do ukarania winnych tego, co stało się w Akadii.

Autorka świetnie rozpisała nie tylko główny wątek, ale zadbała również o jakość pobocznych – mimo poświęcenia książki losom Eden i Caldera, Mia Sheridan nie zapomniała o poprowadzeniu dalej losów Xandra czy ukształtowaniu relacji Eden i jej matki (ze świetnym wprowadzeniem motywu nadopiekuńczości i lęku przed stratą). Na docenienie zasługuje też epilog historii – chociaż nie jestem fanką dopisków „po latach”, od których zazwyczaj bije słodycz, tym razem muszę przyznać, że historia Irysa i Blasku Poranka po prostu zasługiwała na piękne zakończenie – zwłaszcza, że Mia Sheridan świetnie zbalansowała w nim patos, emocjonalność i to słynne „żyli długo i szczęśliwie”.

„Eden. Nowy początek” to książka, którą wręcz trzeba przeczytać po lekturze pierwszego tomu – dopiero w całości duologia ta ma głębszy wymiar i pokazuje sens walki ze złem, miłość silniejszą od wszystkiego innego i przyjaźń pozwalającą walczyć z bólem i rozpaczą

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

„Eden. Nowy początek”, Mia Sheridan. Wydawnictwo Helion, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat