Raczej jestem sceptycznie nastawiona do wszelkiej maści poradników, których lektura, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ma zmienić życie zawsze na lepsze. Muszę jednak przyznać, że to, co zaserwowała w swojej książce Susan Asgodom, przemawia do mnie z ogromną siłą. I nawet wiem, dlaczego. Otóż autorka nie sili się na bycie za wszelką cenę mentorem potencjalnej czytelniczki, a jedynie zgrabnie sugeruje, co można zrobić, by zmienić to czy tamto. Staje się takim prywatnym coachem. A gwarantuję, że czas poświęcony na tą swoistą sesję terapeutyczną nie będzie stracony w żadnej mierze.
Susan Asgodon nie wtłacza na siłę do głowy rozmaitych powinności, które powinny być elementem naszego życia. Motywuje za to, by zwrócić większą uwagę na siebie i swoje potrzeby często przyćmione przez codzienność. Konkretnie sugeruje, by zacząć myśleć o sobie w kategoriach „mam prawo do”, bo to wzmacnia wiarę we własne siły i napędza do działania. Może stopniowego, ale działania. A to ogromny krok ku temu, by wcielić w życie to, co bardzo często odkładałyśmy w czasie na nieokreślone kiedyś tam.
Siła poradnika „Żyj dziko i zachłannie” tkwi w sposobie, w jaki Susan Asgodom przekazuje swoje rady. Traktuje czytelniczkę jak koleżankę, której od tak, niby od niechcenia rzuca jakąś wskazówkę przy popołudniowej kawie. A ta jakiś czas później przypomina sobie jej słowa, przetrawia je w kontekście własnego życia i coś tam przemyca z tychże rad, choćby mimochodem.
„Żyj dziko i zachłannie” to książka, do której powinno się wracać, kiedy w naszym życiu zapanuje marazm, a czarne myśli wypełnią głowę. To pompka napędzająca optymizm w każdą komórkę ciała. Grzech nie spróbować.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Sabine Asgodom, „Żyj dziko i zachłannie. Poradnik dla kobiet, które chcą więcej od życia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze