Gdy książka Iwony Żytkowiak trafiła w moje ręce, najpierw zwróciłam uwagę na okładkę. Była przeciętna. Pomyślałam wtedy, że w bibliotece czy księgarni przeszłabym obok niej zupełnie obojętnie i bałam się trochę, że ta przeciętność przedarła się również do samego tekstu. Muszę jednak przyznać, że się pomyliłam.
Publikacja, zgodnie z tytułem, podzielona jest na dwanaście epizodów, a każdy z nich skupia się na innym aspekcie osobowości głównej bohaterki – Marianny. Nie jest to twór, w którym kryją się zaskakujące zwroty akcji i rozpętane do granic możliwości emocje. W środku znajdziemy opis szarej, rozpoznawalnej codzienności. Wydaje się, że nie ma nic interesującego w przypadkowych rozmowach małżeńskich i opisach wieczornej pielęgnacji, jednak wartość tej lektury kryje się niejako pomiędzy wierszami.
Książka pozwala nam poznać Mariannę – nie na wskroś, bo nie jest to możliwe ani w perspektywie literatury ani w przypadku prawdziwego życia – ale tak jak mogą poznać się dobrzy przyjaciele. Publikacja jest pisana z punktu widzenia syna głównej bohaterki, ale mimo to treść stanowią wyznania tak intymne, jak gdyby ktoś przepisał dla nas zawartość jej pamiętnika. Równocześnie książka wiele tematów porusza jedynie powierzchownie, a na niektóre milczy. Te niedomówienia i oszczędność w opisach są intrygujące, bo przecież każdy człowiek skrywa rąbek tajemnicy.
„Dwanaście epizodów z życia mojej mamy” to opowieść o prawdziwej kobiecie, tak realnej, że można by jej wręcz dotknąć. To opowieść o kobiecie, która jest pełna, ma swoje zalety i niedoskonałości, ma swoje marzenia i lęki, jest równocześnie dobra i zła, smutna i szczęśliwa, spełniona i zagubiona. Autorka pisze tak, że uwaga czytelnika zamiast uciekać do rzeczy błahych podąża wyznaczoną ścieżką. Powieść jest tak dobrze zaplanowana, że czytanie jej jest jak płynięcie z nurtem rzeki. Kolejne strony opowiadają o małżeństwie, macierzyństwie i karierze Marianny. Myślę, że największą zaletą tej książki jest zmuszenie do refleksji, ponieważ rzeczy, które opisuje, są tak personalne, a równocześnie uniwersalne, że może się z nimi utożsamić każdy. Kobieta nie zajmuje jednak całej sceny, bo światło reflektora pada też na jej najbliższe otoczenie, pokazując w jaki sposób przyjaciele i rodzina kształtuje jej światopogląd.
Gdybym miała jednak zaznaczyć jedną rzecz, która nie podobała mi się w omawianej książce, wskazałabym na męża głównej bohaterki, który wydaje się być postacią widmo. Tata Ksawerego – który opowiada całą historię – to postać napisana bardzo przedmiotowo. Brakuje mu głębi, która charakteryzuje pozostałych bohaterów. W opozycji do swojej barwnej jak ptak partnerki, która wciąż szuka w życiu nowych wyzwań jemu wystarczają suche rozmowy o szarej codzienności. Wydaje się, że został zawarty w tej historii jedynie by dać kobiecie możliwość dialogu. Mąż głównej bohaterki to bohater irytująco wręcz przewidywalny. Już po kilku rozdziałach można dojść do wniosku, że jest to postać, która albo zżyma się – bo takiego określenia użyła autorka – na wymysły swojej żony, albo pobłażliwie przytakuje, gdy ta przechodzi miesiączkę. Ten stereotypowy sposób ukazywania mężczyzny w związku sprawiał, że lektura w niektórych momentach wydawała się być męcząca.
Nie oznacza to jednak, że książce brak przekazu czy wartości. Marianna to postać, która inspiruje. Jest prawdziwie zainteresowana życiem, każdym jego aspektem i wciąż poszukuje siebie, mimo poważnego już wieku i piątki dzieci. Naprawdę warto ją poznać.
Weronika Skwarek
(weronika.skwarek@dlalejdis.pl)
Iwona Małgorzata Żytkowiak, „Epizody z życia mojej mamy”, Katowice 2020, Wydawnictwo: Szara Godzina
Komentarze