„Erlyk z Melnibone”– recenzja

Recenzja książki „Erlyk z Melnibone”.
Mroczna opowieść fantasy? Więcej mi nie trzeba, bym sięgnęła po powieść, zwłaszcza reklamowana, jako przełomową dla gatunku, a taką swego czasu była historia białowłosego cesarza i czarnoksiężnika w jednym.

Fabuła powieści nie odbiega zbytnio od tego, do czego przyzwyczaiła nas fantastyka: mamy dwie rasy walczące ze sobą i postać, która może przeważyć szalę zwycięstwa na rzecz jednej z nich (rzecz jasna postacią tą jest tytułowy bohater). Erlyk to jednocześnie ostatni cesarz imperium, ale także uzależniony od narkotyków potężny czarnoksiężnik, w dodatku będący w posiadaniu miecza potrafiącego wysysać dusze i siły pokonanych przeciwników. Nic dziwnego, że duet ten budzi strach nie tylko wśród wrogów, ale także nawet wśród sojuszników imperium. Nasz protagonista to także targany słabościami i wątpliwościami, popełniający błędy człowiek, więc zaiste ciekawa postać, odbiegająca mocno od stereotypowego ujęcia bohatera tego gatunku, w czasach kiedy powstawała powieść.

„Erlyk z Melnibone” nie poraża może zbytnio odkrywczym sposobem prowadzenia akcji, ale sama historia, gdy już nabierze tempa, to nie traci go już aż do ostatniej strony. Intrygi wręcz mnożą się na naszych oczach, spiski zawiązywane są co chwilę, więc nasz bohater tak naprawdę nie bardzo ma komu ufać. A kiedy już zaufa, czasami gorzko tego żałuje…

Kolejne strony ukazują nam ostatniego cesarza imperium w konfrontacji z różnego rodzaju niebezpieczeństwami, tajemnicami i wszelkiej maści wrogami. W zmaganiach z nimi towarzyszy mu jedynie nietuzinkowy pomagier, jakim jest krwiożerczy miecz, a dookoła nich strumieniami leje się krew, umierają ludzie, z map znikają miasta i powstają mroczne legendy.

Wydawnictwo w jednym, potężnym objętościowo tomie, wydało aż cztery historie, więc czytelnik ma niepowtarzalną okazję, by zapoznać się ze spójną, nieprzerwaną powieścią, bez niecierpliwego wyczekiwania kolejnego wznowienia. Całość naprawdę robi wrażenie, nawet jeżeli niektóre pomysły trącą latami osiemdziesiątymi, to jednak opowiadana nam historia broni się jako mroczna fantastyka z nietuzinkowym bohaterem, wciągająca i pełnokrwista opowieść. Warto zapoznać się z ta mroczną historią, by samemu ocenić, czy faktycznie zasługuje ona na miano przełomowej powieści, będącej kamieniem milowym w historii gatunku.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Michael Moorcock, „Erlyk z Melnibone”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Warszawa 2024



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat