Eurosieroctwo oczami dziecka

Recenzja książki Barbary Faron Szczęście pachnie truskawkami.
Cieszę się niezmiernie, że Barbara Faron postanowiła uczynić główną bohaterką swej powieści Ewę.

Postać ma niezwykle realne cechy, dzięki którym momentami śmieszy, czasem smuci, albo irytuje, ale co najważniejsze, wiele osób może odnaleźć w niej siebie z czasów dojrzewania. Odbieramy Ewę jako rzeczywistą osobę, dziecko, które ma rację bytu we współczesnym świecie, w którym rodzice w pogoni za tzw. „chlebem”, opuszczają rodziny. Mówi się, że zmusza ich do tego sytuacja materialna, choć myślę, że niestety, w wielu przypadkach jest to pogoń za sukcesem, którego nie osiągnęło się w rodzimym kraju i emigracja wydaje się być jedynym rozwiązaniem dla sfrustrowanych, żądnych przygód i młodych jeszcze trzydziestolatków. Ilu z nich nie wraca do swych rodzin, ile dzieci latami koczuje u dziadków, cioć, a nawet w domach dziecka, możemy się tylko domyślać ze wstępnych statystyk i skali problemu. Z oczekujących z miłością i ufnością maleństw, przeradzają się eurosieroty w zgorzkniałe i nieufne nastolatki, obdarte ze złudzeń i z wrogością patrzące w przyszłość.

Taki właśnie los spotkał Ewę, porzuconą przez matkę na pastwę zacofanych i nieumiejących kochać dziadków. Jej świat złudzeń w oczekiwaniu na powrót wyidealizowanej matki, wali się po śmierci babki, a los stawia przed nią trudne zadanie poznania i zaakceptowania ojca, o którego istnieniu dowiedziała się jako nastolatka, a także pomocy dla przeżywającej depresję ciotki. Będzie to trudna droga, a my będziemy dowiadywać się o jej etapach z pamiętnika. Język, którym posługuje się Ewa, jest niezwykle szczery i prawdziwy. Myślę, że łatwo w tych słowach, w problemach i rozterkach, o których dowiadujemy się ze stronic pamiętnika, odnaleźć mentalność zakompleksionej i pozbawionej miłości dziewczynki, która przyjmując wrogą postawę wobec wszystkich, stara się radzić sobie z otaczającym światem. Nie ma tu udawania, zgrywania „małej starej”, zbyt dojrzałej jak na swój wiek super bohaterki. Nie wiem jak Barbarze Faron, udało się wejść w psychikę tak młodej osoby, użyć właściwego słownictwa, stylu wypowiedzi i gwary młodzieżowej, ale osiągnęła sukces. Postać Ewy, a także innych opisanych w powieści, jak Tata, Niby-babcia, czy też Agnieszka, są prawdziwe i nieprzerysowane.

„Szczęście smakuje truskawkami” to nie pierwsza książka odnosząca się do problemu eurosieroctwa, z którą miałam okazję się zetknąć. „Podróż Enrique” Soni Nazario, to publikacja, która wstrząsa historiami setek tysięcy dzieci, które z narażeniem życia, wyruszają w samotną i niezwykle niebezpieczną podróż na dachach pociągów, by w Ameryce, odnaleźć rodziców, niewidzianych przez wiele lat. Barbara Faron daje jednak czytelnikom większą nadzieję na szczęśliwe zakończenie historii, choć i tu nie można powiedzieć, że opowieść kończy się przysłowiowym happy endem, bo pozostają pewne niedopowiedzenia, które pozwalają nam tylko domyślać się końca przygód Ewy.

Krytycy tej publikacji mogą jej zarzucić, że książka nie wnosi nic nowego do polskiej literatury. Może i tak, ale myślę, że ma ona inną wartość, inne przesłanie. Problem eurosieroctwa ukazany z punktu widzenia dziecka, będzie miał funkcję pouczającą, a tym samym, tak jak kampanie społeczne, będzie edukował społeczeństwo. Polecam szczególnie tym rodzicom, którzy zastanawiają się nad wyjazdem, a także tym, którzy już wyemigrowali i ich pobyt na obczyźnie znacznie się przedłużył. Nie zapominajcie o swoich dzieciach!

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Barbara Faron, „Szczęście smakuje truskawkami”, Wydawnictwo Replika 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat