Ewa - jedna z wielu

Recenzja książki „Adam i Ewy”.
Ponoć małżeństwo to najważniejsza decyzja, determinująca pozostały bieg zdarzeń.

Na liście Holmesa i Rahego, dwóch amerykańskich psychiatrów, którzy badali najbardziej stresujące wydarzenia w życiu człowieka, bardzo wiele związanych jest z życiem we dwoje. Znajduje się tutaj śmierć współmałżonka, rozwód, separacja, ślub, kłopoty w pożyciu seksualnym, konflikty między partnerami, rzadsze kontakty. Ewa, bohaterka książki Moniki Orłowskiej „Adam i Ewy”, mogłaby doliczyć jeszcze kilka pozycji…

Wydawałoby się, że wiele lat temu wybrała właściwie, najpierw skacząc za Adamem jak w ogień, by później grzać się przy pewnym żarze wciąż tlącego się ogniska. Tym bardziej, że miejsce miało być równie upalne, jak ich miłość. Gran Canaria, samo to słowo wywoływało gorące poty u Ewy – tłumaczki hiszpańskiego, która od zawsze marzyła o takiej przygodzie. Ale jednak nie wszystko było równie bezchmurne, jak niebo nad nimi. Adam to mężczyzna z przeszłością, która po primo – nazywa się również Ewa. To jego była żona. Secundo – kolejna Ewa, tym razem córka, warto dodać, że dość zbuntowana. „Cóż, Adaś kolekcjonuje Ewy”, sarkastycznie wyjaśnia problem imiennictwa w życiu syna teściowa. Teściowa Ewy, tej ostatniej, bohaterki. Na szczęście (przede wszystkim dla czytelnika), najmłodszy owoc miłości ma na imię Karolina.

Ale Ewa jest tylko bohaterką książki. Chociaż… czasami w życiu też. W końcu to ona niespodziewanie musi opuścić wyspę, by opiekować się schorowaną, przytoczoną wcześniej, a teraz już sparaliżowaną  – teściową. Zaczyna więc (krakowskie tym razem) życie słomianej wdowy, której mąż przyjeżdża raz na sześć tygodni, matki, macochy i synowej. Naraz. Powoli, z coraz większą frustracją i zmęczeniem Ewa zaczyna najpierw tracić grunt pod nogami, by później powoli zanikać, zapominając o sobie…

Ile takich kobiet jak Ewa jest w Polsce? W Europie? Na świecie? Wydawałoby się, że zbyt dużo. Obarczone ciężarem, nie wiedzieć kiedy stają się z niefrasobliwej studentki – gospodynią domu, matroną, której już nie kino w głowie, a zupa na jutro. Autorka, laureatka I edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Świat Kobiety, nakreśliła postać, którą wszyscy znają, chociaż jedną taką spotykamy w życiu. Wszyscy chcieliby jednak, żeby nie była to ich żona, ani matka, ani córka. Ktoś jedynie widziany z okien skierowanych na podwórko… Albo z kart powieści. Oprócz historii samej (nie)bohaterki znajdziemy także wspaniale odmalowany słowem obraz Gran Canarii, życiu w rozkroku pomiędzy dwoma krajami, które autorka (ponoć!) zna z autopsji. Tak jak życie Krakowianki, tłumaczki i matki. Zapewne w myśl słusznej zasady – pisz o tym, co jest ci bliskie.

Leśmian pytał w jednym ze swoich wierszy: „Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, /Ale w innym sadzie, w innym lesie”. Co wybrałaby Ewa, wiedząc tyle, ile dzisiaj? Czy po raz kolejny weszłaby do tej rzeki, z której nie ma już odwrotu…?„Może by upadły z niedomyślnych ust/ Jakieś inne słowa - jakieś inne...”?

Iwona Kusiak
(iwona.kusiak@dlalejdis.pl)

Monika Orłowska, „Adam i Ewy”, Replika 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat