„Fallen Angel” – recenzja

Recenzja książki „Fallen Angel”.
Słoneczna Sycylia, mafijne sekrety i zakazane uczucia. „Fallen Angel” to debiutancka powieść, która uwodzi od pierwszej strony.

Ilona Lewandowska zabiera nas w świat, w którym każda rozmowa może być grą, a każdy uśmiech początkiem kłopotów. I robi to z takim rozmachem, że zanim się zorientujesz, jesteś po uszy zakochana w tej historii. Główna bohaterka, Carlotta, postanawia spełnić swoje marzenie: kupuje dom na Sycylii i zaczyna życie od nowa. Problem w tym, że jej sąsiadem okazuje się właściciel klubu Fallen Angel – mężczyzna, którego nazwisko lepiej zna policja niż wujek Google. Od tego momentu historia przyspiesza, a czytelnik wciąga się w nią jak w serial, przy którym mówisz „jeszcze jeden odcinek”, a kończysz o drugiej w nocy.

Szczerze? Kocham takie klimaty. Tajemniczy mężczyzna z półświatka, kobieta, która powinna uciekać, ale zamiast tego robi krok w stronę ognia. Wiem, że powinnam krzyczeć „nie rób tego!”, ale i tak brnę w to razem z nią. To ten typ historii, który pozwala oderwać się od codzienności i wejść w cudzy chaos z przyjemnym dreszczem emocji. Fabuła momentami jest przewidywalna, ale to raczej element gatunku niż wada. A nawet jeśli widzisz, co nadchodzi i tak chcesz tam być – zobaczyć, jak autorka poprowadzi Cię przez ciemne uliczki, jak wplącze emocje i namiętności w mafijny krajobraz. Lewandowska buduje klimat jak filmowiec – kadrami, gestami i zapachem włoskiego makaronu.

Jedyne, co wybijało mnie z rytmu, to drobne błędy językowe i literówki. Szkoda, bo przy tej intensywności emocji chciałoby się po prostu płynąć przez tekst bez potknięć. Ale przyznaję – fabuła ma tyle uroku, że można jej to wybaczyć. „Fallen Angel” to pajęcza sieć i rollercoaster w jednym – historia, w której autorka splata beztroskę z brutalnością, codzienność z półświatkiem, a namiętność z niebezpieczeństwem. Każda postać jest barwna, pełna sprzeczności i temperamentu – jakby autorka nalała im do żył espresso i sporą dawkę adrenaliny.

Lewandowska potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat na tyle mocno, że zapominasz o całym świecie. Jeśli lubisz książki, od których przyspiesza tętno, i bohaterów, którzy nie są krystaliczni, lecz prawdziwi – sięgnij po tę powieść. A ja? Czekam już na kolejną. Bo po takim początku wiem jedno – Ilona Lewandowska dopiero się rozkręca, a ja już mam zarezerwowane miejsce w pierwszym rzędzie.

Katarzyna Chober

Ilona Lewandowska, „Fallen Angel”, Novae Res, Gdynia, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat