Niedawno recenzowałam powieść Lee Carroll pt. „Królestwo czarnego łabędzia”. W kolejce czekał już na mnie „Oddech nocy” Lesley Livingston. Już po kilku stronach zaczęłam mieć wrażenie, że gdzieś już to wszystko czytałam. Okazało się, że nawet nie tak dawno.
„Królestwo czarnego łabędzia” i „Oddech nocy” to książki mające zadziwiająco wiele elementów wspólnych. Obie należą do gatunku urban fantasy, a miastem, w którym rozgrywają się opisywane wydarzenia, w obu przypadkach jest Nowy Jork, który, nawiasem mówiąc, stanowi osobny byt. Oczywiście nie tak jak miasto u Dos Passosa, ale ma się wrażenie, że jest to epicentrum świata, którego należy bronić i siłą rąk, i siłą magii.
Autorzy obu powieści wybrali również tę samą inspirację, czyli „Sen nocy letniej”. Stąd w obu przypadkach mamy Oberona przechadzającego się po Central Parku, elfy i inne tajemnicze istoty, którymi wypełniony jest nasz świat, z czego zupełnie nie zdajemy sobie sprawy. Żyją jednak wśród zabieganej społeczności Nowego Jorku dziewczyny obdarzone szczególnym darem. Okazuje się, że zarówno Garet, jak i Kelley, już w dzieciństwie zostały naznaczone magią, która teraz sprawia, że w obliczu zagrożenia świata ludzi przez świat szekspirowskich elfów, to właśnie one mają stanąć na czele swoistego ruchu oporu. Każda z nich powoli odkrywa moce, którymi może dysponować. Oczywiście, obie mają do tego odpowiedniego przewodnika, choć ich imiona różnią się. Ponadto, Garet i Kelley muszą odkryć prawdę o sobie, by dopiero po zaakceptowaniu niewiarygodnych historii, stanąć do walki ze złem.
Kelley jest początkującą aktorką, która otrzymuje szansę, by zagrać w „Śnie nocy letniej”. Nie przypuszcza, że niektórzy z jej scenicznych kolegów nie muszą wcielać się w swoje postacie, a i ona sama w końcowym rozrachunku, scala w sobie dwie różne natury – ludzką i elfią. Jednak zanim ostatecznie pozna prawdę o sobie, musi na wysokich obcasach przebiec przez Central Park, karmić mydłem stworzenie przypominające konia i oczywiście przeżyć swój pierwszy pocałunek. Postać, która ma przeżyć wielką duchową przemianę i z dziewczynki stać się kobietą, jest skonstruowana w sposób zupełnie nieudolny. Kelley jest infantylna i naiwna, a jednocześnie ma wpisywać się w archetyp heroiny, której poświęcenia ratują świat przed zagładą. Garet z „Królestwa...” znajduje się w podobnej sytuacji, ale na szczęście jej przemiana jest nieco bardziej sugestywna, trwa dłużej i jest poparta kolejnymi spotkaniami z odpowiednimi stworzeniami.
„Oddech nocy” to powieść, której zdecydowanie nie warto czytać. Inspiracja „Snem nocy letniej” zapewne miała nieco podnieść poziom tego marnego czytadła, a moim zdaniem jedynie doprowadza do tego, że Szekspir przewraca się w grobie. Ani fabuła, ani bohaterowie, ani język „Oddechu nocy” (nawet tytuł odwołuje się do dzieła Szekspira) nie dorastają do poziomu przyzwoitej literatury. I jeśli tak ma wyglądać „nowa fala szekspiryzmu”, to chyba lepiej zostać przy filmach Branagha i oryginalnych tekstach.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Lesley Livingston, „Oddech nocy”, Wydawnictwo Jaguar, 2011
Komentarze