Tym razem Marr dzieli się z czytelnikiem zestawem dwunasty historii rodem z pogranicza snu i jawy. Znajdziemy tu bowiem zarówno nasycone mrokiem i brutalnością koszmary, jak i głęboko skrywane fascynacje. Większość opowiadań odwołuje się do cyklu o wróżkach, co powinno zachęcić fanów do sięgnięcia po ich lekturę. Dla czytelnika, który nie zetknął się jeszcze z twórczością pisarki rozsądniejsze będzie wybranie najpierw innej pozycji jej autorstwa.
Opowiadania zawarte w tym zbiorze nie należą bowiem do specjalnie udanych. Melissa Marr prowadzi swoje historie nazbyt chaotycznie, z urywaniem wątków i pomijaniem motywacji bohaterów. Opowiadania są przesiąknięte mrokiem i seksem, ale pod tym płaszczykiem grozy skrywa się w większości płytka fabuła snuta przez rozmarzoną pensjonarkę. Melissa Marr raczy nas tanimi romansami z elementami fantasy i melodramatu. Tytuł zbioru doskonale odzwierciedla zawartość. Czujemy się jakbyśmy czytali naiwną fantazję, która szybko przemienia się w pełen absurdu koszmar.
Brak logiki i sensu w wielu snutych przez pisarkę historiach można by jeszcze usprawiedliwić przyjętą w książce konwencją baśni lub snu. Dziwne, odbiegające od norm zachowanie bohaterów można zrzucić na karb tego, że w większości nie są oni ludźmi więc nie powinni działać i myśleć jak nasz gatunek. Co jednak z dialogami, z których kompletnie nic nie wynika? Co z rozmowami bohaterów w kółko o tym samym, chociaż chwilę temu myśleliśmy, że ta kwestia została już dokładnie omówiona? Mało tego, że konwersacje są przepełnione sztucznością, to czasami wręcz trudno zorientować się kto wypowiada jaką kwestię. Wreszcie czym wytłumaczyć kompletnie pozbawione motywacji zachowanie postaci. Czytelnik nie umie sobie wytłumaczyć dlaczego dany bohater postępuje w ten czy innych sposób, a autorka bynajmniej nie przybywa z odsieczą. Brak tu sensu przyczynowo-skutkowego i jasnego zakreślenie charakteru postaci. Prowadzi to do dezorientacji i w efekcie braku zrozumienia fabuły danej historii, o przesłaniu, czy jakiejś wartościowej wymowie nawet nie wspominając, bo żadna z nich takowego nie posiada.
Czytelnik, który nie zaznajomił się wcześniej z cyklem o wróżkach nie będzie w stanie nic sensownego wynieść z większości opowiadań. Dodatkowym utrudnieniem będzie zupełnie chaotyczny sposób prowadzenia narracji. Marr jakby sama gubi się w dłuższych historiach, powtarzając niektóre wątki i prowokując bohaterów do ciągłego roztrząsania tych samych spraw. O wiele prostsze w odbiorze są opowiadania niezwiązane z cyklem „Królowej Lata”. Co nie znaczy jednak, że zostały one przez autorkę odpowiednio przemyślane. To zbiór, w którym bardzo ciężko zrozumieć „co autor miał na myśli”.
Wielbiciele twórczości Melissy Marr z pewnością znajdą w „Fantazjach i koszmarach” coś dla siebie. Pozostałym radzę nie tracić czasu, przynajmniej dopóki nie zasmakują w innych tekstach spod pióra pisarki.
Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)
Melissa Marr, „Fantazje i koszmary”, Zakrzewo, Replika, 2014
Komentarze