Sytuacja muzułmańskich kobiet od lat wzbudza wiele kontrowersji, zwłaszcza pośród społeczeństw tzw. cywilizacji zachodniej. O tym, że praktycznie nie mają żadnych praw, jest powszechnie wiadomo. Dodatkowo brutalność, upokarzanie i zniewaga ze strony muzułmańskich mężczyzn to dla nich chleb powszedni. Trudno im się przeciwstawić i zapobiec przemocy fizycznej i psychicznej – dorastając w takich warunkach, stało się to dla nich normalne. Jednak dla kogoś z zewnątrz, kto dopiero wkracza do tego świata, tak jak Nadia Hamid, brutalność arabskich mężczyzn wywołuje szok, niedowierzanie i traumę. Nadia wyszła za mąż za poznanego w Polsce muzułmanina, urodziła mu dwójkę dzieci, a z miłości do niego zdecydowała się przeprowadzić do Libii. Tam zaczęło się jej piekło, bo we własnej ojczyźnie mąż zamienił się w tyrana i brutala.
„Fatma. Moja arabska teściowa” skupia się tym razem na historii teściowej Nadii – Fatmie. Jako przykładna muzułmańska córka, a kolejno żona i matka jest w pełni oddana swojej religii. Podporządkowana mężowi spełnia wszystkie ustalone w obrządku islamskim role, do jakich przewidziana jest libijska, muzułmańska kobieta. Dodatkowo musi spełniać wszystkie zachcianki męża, a sama niewiele może. Wydana wcześnie za mąż Fatma nie zdaje sobie sprawy, że jej przyszły małżonek to prawdziwy tyran, który wpada we wściekłość z byle powodu. Niestety jej postawa w miarę upływu lat również się zmienia, a kobieta nienawidzi innych kobiet upatrując w nich przyczynę swojego złego losu. Zazdrość o męża, a kolejno o syna burzy porządek w i tak już nadwątlonych kolejnych relacjach pokoleniowych w rodzinie. Apogeum jej nienawiści następuje w chwili, kiedy jej ukochany pierworodny syn decyduje się na ślub z niewierną Polką. Swojego bólu i nienawiści do świata nie mogła przelać na męża i najbliższą rodzinę, dlatego wszelkie frustracje wyładowuje na swojej niewinnej i nieświadomej synowej i wnukach.
Swego czasu przeczytałam dużo biografii o muzułmańskich kobietach i książek o tej kulturze. Wydawało mi się, że nic już nie może mnie zszokować, a jednak się myliłam. Z perspektywy kobiety wychowanej w „cywilizowanym” Zachodzie, smutny jest obraz kobiety w religii islamskiej. Narodziny dziewczynki uważane są jako przekleństwo i karę od Allaha, a kobieta która wydaje na świat same córki, jest nic niewarta. Dopiero urodzenie syna robi z niej pełnowartościową kobietę. Dziewczynki od najmłodszych lat przygotowywane są tylko do roli posłusznej żony i troskliwej matki. Nie mogą liczyć na edukację czy nie daj boże pracę. Zadaniem kobiety jest urodzenie jak największej liczby synów, dbanie o dzieci i dom oraz spełnianie wszelkich zachcianek i kaprysów męża. Nawet jeśli jest on wyjątkowo brutalny i znęca się nad kobietami w rodzinie, nie mogą nic zrobić. Oczywiście nie każdy mężczyzna jest oprawcą. Ale zdecydowana większość nie widzi w swojej brutalności nic złego. Niestety.
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Nadii Hamid. Miałam okazję przeczytać jej poprzednie książki, które były zdecydowanie bardziej udane od tej. W poprzednich również opisywała swoje przykre doświadczenia jako żona muzułmańskiego radykała, który po ślubie znęcał się nad nią i ich dziećmi. Po lekturze „Fatmy. Mojej arabskiej teściowej” czuję lekki niedosyt. Historia Fatmy oraz toksyczne stosunki z teściową mogły być bardziej rozbudowane. Autorka raczej napisała krótkie opowiadanie, a nie powieść. A szkoda, bo zapowiadało się ciekawie i historia bohaterek miała duży potencjał.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
Nadia Hamid, „Fatma. Moja arabska teściowa”, Novae Res, 2021
Komentarze