Fejs prosto z piekła

Recenzja książki „Na fejsie z moim synem. Historia surrealistyczna”.
Irena Wiśniewska umarła bardzo młodo. Ale za to odcisnęła w głowie syna swój obraz niemal idealny.

To kobieta, która cudem uratowała się od śmierci, bo nie wsiadła na statek, który został storpedowany. Niemka, która zakochała się w byłym więźniu obozu koncentracyjnego. Na dźwięk hymnu niemieckiego – wstawała, na dźwięk hymnu polskiego – w oczach stawały jej łzy. Janusz Leon Wiśniewski w swojej książce „Na fejsie z moim synem. Historie surrealistyczne” postanawia na jej stronach wcielić się w swoją rodzicielkę, wyobrażając sobie jej, przerwany przed laty, intymny monolog.

Cała otoczka wydaje się ciekawa oraz oryginalna, zważywszy nie tylko na polską prozę, ale również na poprzednie książki autora. Zapowiadana jako najbardziej osobista ze wszystkich pozycji Wiśniewskiego, miała odróżniać się od poprzednich dwudziestu pięciu. Bohaterkę autor umieścił w piekle, pomimo całego jej oddania Bogu. Ale ponoć piekło sprawia wrażenie polskiego. Z jednej strony, ludzie cieszą się z krzywd innych, z drugiej strony, Polacy dobrze zaznajomili się z piekłem już na ziemi, patrząc z perspektywy bohaterki, która niejedno widziała podczas wojny. To, co z początku intryguje w powieści, później zamienia się w pseudofilozoficzną papkę, w którą autor brnie coraz głębiej. Pojawia się hellopedia.hell (nie bez powodu nazwa kojarzy się z Wikipedią), dzięki której Wiśniewska dostarcza nam  „absolutnie tajemnej” wiedzy na temat świata.

Wiśniewski w wywiadach oraz na okładce książki apeluje: „Dajcie mi już spokój z tą «Samotnością w sieci»”. Chce zetrzeć obraz autora jednego bestselleru, chociaż nie widać tego w jego literaturze. Wyciąganie DNA z krwi jako gra wstępna, dylatacja czasu, kosmologia czy też bozony lub bogony wymyślone przez samego autora. To, co było nowatorskie dla literatury kobiecej, do której wtargnął mężczyzna po czterdziestce, ze świeżo obronioną habilitacją z chemii, po ponad dziesięciu latach odkrywcze być przestało. Zaczęło za to przypominać słowotok autora popisującego się własną erudycją, stawiającego sobie pomnik siebie samego ku czci wiedzy i talentu, włożony przez fałszywą skromność w usta matki, która powiedzieć – nic nie powie z wiadomych względów.

Pierwsza pozycja nowego wydawnictwa Wielka Litera to przerost nazwiska nad treścią. Ale za to okazało się, że mamy w Polsce własnego Coelho o rodzimym zasięgu. Wyjaśniło się również, skąd pomysł na takie umiejscowienie akcji – sama tę książkę posłałabym… do piekła.

Iwona Kusiak
(iwona.kusiak@dlalejdis.pl)

Janusz L. Wiśniewski, „Na fejsie z moim synem. Historia surrealistyczna”, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa, 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat