Katastrofa w Smoleńsku stale gości w naszych domach poprzez medialne doniesienia. Nie ma tygodnia, by od dwóch lat, stale, nie pojawiały się nowe fakty, bądź tylko domniemania, analizy, czy opinie. Martyna Ochnik, podobnie jak my wszyscy, stara się odnaleźć we współczesnym świecie. Zrozumieć zjawiska, które nas otaczają. Choć nie nachalnie, to jednak, autorka chce nas przekonać do uznania możliwości innego przebiegu zdarzeń, niż zwykła katastrofa lotnicza.
30-letni Maciek prowadzi typowe dla swego wieku życie. Pracuje jako tłumacz, spotyka się z dziewczyną, ma grono niezastąpionych przyjaciół. Nie interesuje go ani polityka, ani katastrofa smoleńska, a już z pewnością nie teorie spiskowe, które opanowują umysły wielu Polaków. Wszystko zmienia się, gdy dostaje od znajomego Rosjanina zdjęcie wraku samolotu polskiego, zrobione na kilka chwil po zderzeniu z ziemią. Wtedy zaczyna dostrzegać zupełnie inny świat i ludzi, którzy kosztem własnego czasu i spokoju, walczą o to, by prawda, jakakolwiek by była, ujrzała światło dzienne. Nagle przestają go drażnić modlitwy pod krzyżem, artykuły w „Gazecie Polskiej”, debaty na portalu Niezależni i konferencje Macierewicza. Staje się jednym z nich, „oszołomów”.
Kim są więc „oszołomy”? Ludźmi myślącymi inaczej i szukającymi na siłę sensacyjnych doniesień o zamachu na polskiego prezydenta? A może racjonalistami, którzy wobec natłoku zagadkowych i niewyjaśnionych okoliczności, postanawiają za wszelką cenę dochodzić prawdy? Której z grup Martyna Ochnik jest przedstawicielką? Ile w jej książce jest prawdy, a ile fikcji? Ile jest wiary w przedstawiony scenariusz, a ile zwykłej prowokacji? Trudno odgadnąć.
Wiele pytań wiąże się z ukazaniem pierwszej powieści, związanej bezpośrednio z katastrofą samolotu 10 kwietnia 2010 r. Jest nie lada odwagą, bądź głupotą, zmierzenie się ze sprawą, która stanowi naszą rzeczywistość, jest tematem nieulegającym przedawnieniu, wzbudza tak wiele kontrowersji i dzieli społeczeństwo. Na takim temacie łatwo się „wyłożyć”.
Gdy czyta się taką powieść, nasz rozum walczy z umiłowaniem do teorii spiskowych, zamętu i amerykańskich thrillerów. Walczy, choć nie ma pewności wygranej. „Oszołomy” to nie do końca kryminał, nie do końca też dokument. Zdecydowanie jest to powieść oparta na faktach, ale też i na wyobraźni (czytaj niepotwierdzonych domysłach), aczkolwiek znanych szerszej publiczności.
Jest to więc idealna książka dla tych, którzy nie mają wyrobionego zdania na temat katastrofy sprzed dwóch lat. Nie drażni, bo nie ma tu fanatyzmu i przekonywania na siłę. Może jednak trochę irytować dopasowywanie na „wyrost” różnych zdarzeń do odgórnie przyjętego schematu, czy też naciąganie faktów. Z pewnością trudno wyznaczyć granicę, pomiędzy prawdą a fikcją. O tym, musi zdecydować więc sam czytelnik, a to nie lada wyzwanie.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Martyna Ochnik, „Oszołomy”, Zysk i S-ka 2012
Komentarze