Fioletowe nudy

Ta książka byłaby świetna, gdyby zamysłem autorki były zarazem pastisz, parodia i karykatura gatunku, jakim jest fantastyka. Niestety, wszystko wskazuje na to, że została napisana na poważnie.



Już w pierwszym rozdziale niejaki inspektor Milarek, na rewelacje o inwazji morderczych fioletowych roślin z kosmosu, mówi swojemu emerytowanemu przełożonemu, że ?To byłoby dobre, owszem: na scenariusz kiepskiego filmu fantastycznego klasy C!?. Najnowsza książka Magdaleny Kozak kwalifikuje się raczej jako zły scenariusz filmu klasy F. Od kiedy skończyłam lekturę ?Fioletu?, zadaję sobie pytanie: kto dopuścił tę książkę do druku i czy w ogóle zdołał ją przeczytać, zanim to zrobił? Mnie dobrnięcie do końca przyszło z olbrzymim trudem.

Trudno byłoby opisać wszystkie wady ?Fioletu?, ale króluje wśród nich totalnie niespójna fabuła. Autorka zna się na medycynie, skacze ze spadochronu i fascynuje się militariami, więc używa fantastyki jako pretekstu, aby pisać o swoich pasjach. Nie ma w tym nic nagannego, ale jeśli ktokolwiek liczy na książkę z gatunku science fiction może poczuć się głęboko rozczarowany. Zaczynamy od emerytowanego policjanta i studenta medycyny, którzy dzięki przeglądarce Google odkrywają przyczyny inwazji obcych sprawniej niż rządy wszystkich państw razem wzięte. Potem jest już trudno domyślić się, o czym w ogóle jest ?Fiolet?, bo na pewno nie o inwazji obcych. Cyjanowodór zabija, miasta są zrujnowane, ludzie bezskutecznie walczą z olbrzymimi roślinami, aż tu nagle okazuje się, że świat zbawić mogą tylko dzielni spadochroniarze. Przez kilka rozdziałów zapoznajemy się z nimi, ale powoli zaczynają się pojawiać postacie i wątki, których istnienie nie jest w żaden sposób wyjaśnione. Wreszcie okazuje się, że w tej książce chodzi o intrygę wojskową, ale pewności nie mam. Może ?Fiolet? jest o tym, jak super się skacze ze spadochronu?

Przez długie i nudne ponad 500 stron nie domyśliłam się także, kto jest głównym bohaterem . Nie tylko dlatego, że autorka dosyć szybko pozbawia ich życia. Czy bohaterem będzie emerytowany glina, który całą inwazję obcych odkrył przez internet? Czy jego synowie Żuczek i Ari, którzy walczą z plagą Fiołków? A może bohaterem głównym jest Milka - pierwsza kobieta w drużynie Os? Choć może jednak Drakkar- dowódca nieustraszonej drużyny spadochroniarzy? Z powodu braku głównego bohatera zauroczyła mnie postać żony policjanta  - Eleonory Kępińskiej. Nie wiem, co ona robi w tej książce? Kiedy boleje nad tym, że jej syn nie został strażakiem a nie księdzem, zaczęłam podejrzewać, że ma to być jakiś nieudolny wątek komediowy, jednak szybko okazało się, że jest to przykład dzielnej Matki Polki. Dobitnie świadczą o tym słowa, którymi skwitowała inwazję obcych - "No, nic ? westchnęła wreszcie Ellen ? Fiołki Fiołkami, a jeść trzeba. Biorę się do obiadu". A co na to mąż? ? ?Patrzył na nią, wciąż nie mogąc otrząsnąć się ze zdziwienia (...) Lubił myśleć, że żona jest niczym porcelanowa laleczka, którą on troskliwie się opiekuje. A teraz, kiedy przyszło prawdziwe zagrożenie, zmieniła się nie do poznania. Tuż pod porcelaną kryła się stal?. A chodzi tu zapewne o stal nierdzewnych garnków.

Po nocarskiej trylogii spodziewałam się literackiego rozwoju Magdaleny Kozak, tymczasem ?Fiolet? jest o wiele gorszy od jej debiutanckiej powieści. Książka jest po prostu nudna, brakuje w niej wartkiej akcji, której nie zastąpią dyskusje generałów, rozważania jakiej broni użyć, nazwiska, układy polityczne itp. Opisy skoków, niestety, mnie nie porwały, akcji w walce jest za mało, a samych opisów interakcji z obcymi nie ma tu prawie wcale. Jedyne dobre momenty książki to wyścig w strefie śmierci, który pojawia się pod koniec i jest  zdecydowanie zbyt krótki, żeby uratować ?Fiolet.?

Zamiast skupić się na konkretnym wątku lub bohaterze, autorka wybrała ryzykowną strategię rozczłonkowania narracji ? w ten sposób każdy bohater opowiada czytelnikowi swój fragment historii. Niestety, Magdalenie Kozak nie udało się zgrabnie spleść wszystkich wątków wraz z końcem książki. Odniosłam wrażenie, że ?Fiolet? właściwie nie ma zakończenia i pozostawi czytelnika z wieloma pytaniami, dlatego obawiam się kolejnej części tej historii.

Język, w który Magdalena Kozak wyposażyła swoich bohaterów, zawiera wiele elementów mowy potocznej. Zapewne miało to na celu zbliżenie postaci z czytelnikiem ? niestety brzmi to tak, jakby bohaterowie ledwo co opuścili liceum i nie mogli się wyzbyć charakterystycznego slangu. Ponowne wykorzystanie chwytu z ?Nocarza? z cytatem na początku każdego rozdziału, po drugim stało się po prostu nudne, a nawet irytujące, w szczególności użycie poruszającego wiersza K.K. Baczyńskiego w zupełnie nieadekwatnej sytuacji.

Pod względem graficznym, książka również nie zachwyca. Owszem wydanie utrzymane jest na zadowalającym poziomie, ale okładkę Piotra Cieślińskiego uważam za najgorszą w jego karierze. Nie ma w niej nic, co przyciągnęłoby mój wzrok, zafascynowało i kazało przekonać się o tym, co kryje się w jej wnętrzu.

Tak jak wspomniałam, zastanawia mnie decyzja wydawcy, który być może spojrzał na wyniki sprzedaży poprzednich książek i stwierdził, że nazwisko Magdaleny Kozak sprzeda wszystko, co można wydrukować? Był to wielki błąd, bo być może można było poświęcić ?Fioletowi? więcej czasu i uczynić go lepszym. A tak kładzie się on długim cieniem na reputacji autorki. Ta książka jest źle napisana pod każdym względem. Zdarza mi się to pierwszy raz, ale w tym wypadku zdecydowanie odradzam lekturę.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Magdalena Kozak, ?Fiolet?, Bellona 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat