O tym, że Francuzi w czasie II wojny światowej dość powszechnie kolaborowali z Niemcami, nie jest żadną tajemnicą. Zwieńczeniem uległości Paryża wobec Berlina było powołanie do życia rządu Vichy, dziś powszechnie utożsamianego ze zdradą. Dlatego w początkach lat 40. XX wieku niewielu protestowało, gdy oddziały Wermachtu maszerowały w cieniu kasztanów po Champs Elysees, a niemieccy oficerowie korzystali z usług najpiękniejszych prostytutek w mieście. Jedną z nich jest France, nowy nabytek Sfinksa, która od dnia swojego przybycie wzbudza zachwyt niemieckich dygnitarzy, lubujących się w szampanie i kobietach. Tajemnicza, wyniosła piękność na każdym kroku podkreśla, jak bardzo podziwia Niemców i marzy o tym, by stać się damą u boku któregoś z przedstawicieli Rzeszy. Jej uroda i niewiarygodne przekonanie o tym, że tylko za Renem kwitnie prawdziwa cywilizacja sprawiają, że oficerowie dumnie noszący mundur SS czy Wermachtu prześcigają się w adoracji niezwykłej dziewczyny. Przez wiele miesięcy żadnemu z nich nie udaje się usidlić pięknej France. Dopiero natarczywość i zdecydowanie bohaterskiego pilota rozmiękczają kobietę, która daje się „porwać” ze Sfinksa, by osiąść w pięknym mieszkaniu w sercu Paryża. Jednak to dopiero połowa drogi, którą kobieta przebędzie do końca wojny.
Pierwszą myślą, która nasunęła mi się po przeczytaniu „Fräulein France” było to, że dlaczego ta książka jest tak... krótka! Nie mogę darować Romainowi Sardou, że budując wokół głównej historii skomplikowaną sieć dodatkowych wątków, porzucił je, nie rozbudowując i nie wykorzystując ich potencjału. Jestem pewna, że tak skomplikowana postać jak France z pewnością mogłaby częściej kontaktować się z policjantem OC czy młodzieńcem Henrim Boucanem. Należy ubolewać nad tym, że w kontekście postaci Friedricha Grimma autor nie poświęcił więcej miejsca wątkom polityczno-ekonomicznym, które mogłyby dodać powieści walor faktograficzny. Bo warto podkreślić, że wiele zawartych w książce informacji o osobach, wydarzeniach i miejscach w wielu przypadkach pochodzi ze źródeł naukowych, dzięki czemu czytając „Fräulein France” można mieć niemal pewność, że tak właśnie Niemcy bawili się w okupowanym Paryżu. Oczywiście książka Sardou to powieść, więc nie można wymagać od autora, by bardziej poświęcił się opisowi działań wojennych niż wymyślonej przez siebie historii, jednak niedosyt jest wręcz fizycznie odczuwalny. Zresztą, również w przypadku wątków fikcyjnych można postawić podobny zarzut. Niektóre postaci zostały zmarginalizowane, choć z powodzeniem można było rozwinąć ich historie i nadać „Fräulein France” jeszcze więcej kolorów. Niestety, w obecnej postaci książka może być dla niektórych czytelników trudna w odbiorze, ponieważ autor bardzo szybko zmienia bohaterów, kończy wątki w zupełnie nieoczekiwanych momentach, podaje rozwiązania zagadek w niekiedy mało atrakcyjny sposób – to wszystko sprawia, że łatwo się pogubić w chaosie wojennej Francji.
„Fräulein France” to powieść, która ma naprawdę duży potencjał – wojna, przemoc, miłość, seks, zdrada i zemsta to elementy, które sprawiają, że czytelnicy sięgają po daną książkę w oczekiwaniu na wielkie emocje. Czy tym razem również je dostają? Tak, jednak momentami ich kulminacja zupełnie rozczarowuje i odbiera na chwilę chęć przewrócenia kolejnej strony. Dodatkowo chwilami Sardou traci polot, mieszając style pisarskie i zrywając logiczne ciągi zdarzeń. Dlaczego zatem mimo wszystko nie będę Was odwodzić od czytania tej książki? Ano dlatego, że jest naprawdę ciekawa. Dynamiczna, wielowątkowa, może czasem trochę naiwna i chaotyczna, ale dość przyjemna w odbiorze. O ile nie pogubicie się w wątkach i postaciach, czeka Was interesujący przegląd osobistości Paryża początku lat 40. XX wieku.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Fräulein France, Romain Sardou, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2015
Komentarze