Kiedy tylko przeczytałam, że gdyby „Księgę tysiąca i jednej nocy” napisał Quentin Tarantino, byłby to „Frankenstein w Bagdadzie”, zainteresowałam się tytułem. Lubię oryginalne pomysły na książki i filmy, a przytoczenie Tarantina zupełnie mnie zdobyło. Wprawdzie nie czułam się mocna w klimatach Bliskiego Wschodu, aczkolwiek… zawsze mogłam się trochę podszkolić. Albo po prostu sprawdzić, co to za książka.
Zapijaczony sprzedawca, Hadi, oprócz włóczenia się po ogarniętym wojną Bagdadzie, zbierał i zszywał fragmenty ciał. Gdy ukończył zszywanie całych zwłok, te niespodziewanie zniknęły, a w mieście zaczęło dochodzić do dziwnych zdarzeń.
Tym, co od początku zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, było płynne wprowadzenie czytelnika do świata powieści. Bohaterowie byli opisywani przez pryzmat zachowań. Istotne było, jak postrzegają ich inni, dzięki czemu ich życiorysy nie są suchymi charakterystykami. Miejsca czy wydarzenia także cechowała pewna dynamika. Postacie przywiązywały uwagę do szczegółów, dzięki czemu i tych nie brakowało. A to właśnie one pomogły lepiej poznać bliskowschodni świat, a więc też obcą kulturę. To jednak nie książka o Bagdadzie czy tamtejszej kulturze – są one po prostu orientalnym, interesującym tłem dla zasadniczych wydarzeń.
A te już od początku były wciągające i pełne zwrotów trudnych do przewidzenia. Saadawi przeplótł je wolniejszą narracją, dzięki czemu umiejętnie dozował emocje. Sytuację, do której doszło, poznajemy z różnych stron. Powoli odkrywamy coraz to kolejne punkty widzenia, a także śledzimy losy bohaterów, którzy początkowo nie są specjalnie związani z głównym wątkiem. Wszelkie odniesienia do realiów Bagdadu, wierzeń, ale też pewne poglądy zostały opisane w sposób przystępny. Zupełnie nie dawała mi się we znaki nieznajomość tamtejszej kultury.
Główny bohater to człowiek, który właściwie mógłby żyć gdziekolwiek na świecie. Odebrałam go jako bardzo realistycznego. Poszczególne postacie wydawały się istnieć naprawdę – wiele z nich wyróżniały konkretne cechy lub zachowania. Jak-mu-tam, czyli istota, którą stworzył Hadi, nie wyszedł zbyt groteskowo. Tajemniczy, przyprawiający o dreszcze i mimo że nie straszny, to też nie śmieszny. Zło zaczęło panoszyć się, a wojenne realia (mimo że pomocne) nie były dla tego kluczowe. W ciekawy sposób autor podjął tematykę krwawej zemsty oraz winy i kary.
Ogólnie to, co mogło pójść właśnie w śmieszność w niepozytywnym sensie, autor ubrał w takie słowa, że o tym nie ma mowy. Pewne satyryczne smaczki jednak się pojawiały. Dzięki temu, że nie wcisnął ich na każdej stronie, wyczekiwałam ich z utęsknieniem, a przez to leciałam przez książkę jak szalona.
Sporo niebanalnych dialogów, opisy jedynie przyciągające, a nie nużące, sprawiły, że książkę czytało mi się szybko i naprawdę przyjemnie. Nie umiałam bowiem stwierdzić, jak potoczą się losy danych bohaterów. Wątek zemsty na grzesznikach cały czas był wzbogacany o nowe aspekty, ale nimi nieprzeładowany. Dynamiczna fabuła z akcją falowo przyspieszającą i zwalniającą idealnie pasowała do ogólnej konwencji.
To zdecydowanie tytuł dla osób lubiących mocną treść. Nie było tu miejsca na ckliwości, elementy obyczajowe. Gdybym chciała krótko określić wydźwięk, byłoby to: „męska literatura”, aczkolwiek daleka od szowinizmu, a po prostu… bez ceregieli, więc powiedzmy, że „dla facetów i mocnych babek” (w pozytywnym sensie). To nie horror ani powieść o wojnie. To książka o ludziach i złych uczynkach, których w dzisiejszym świecie jest pełno. Mroczna istota postawiła tylko przysłowiową kropkę nad „i”.
„Frankenstein w Bagdadzie” to intrygująca książka, napisana na wysokim poziomie. Bardzo ciekawy pomysł Ahmed Saadawi podał w świetnym stylu. Trudno sobie wyobrazić, by tak zawiłą i chwilami groteskową treść napisać lepiej. Z chęcią w polskich księgarniach zobaczyłabym więcej takich tytułów.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Ahmed Saadawi, „Frankenstein w Bagdadzie”, Znak, Kraków, 2019.
Komentarze