„Przyjaciół” pokochałam od pierwszego odcinka, przekonanie się do „Współczesnej rodziny” zajęło mi dwa odcinki, a w oglądanie „Teorii wielkiego podrywu” wciągnęłam się dopiero w połowie pierwszego sezonu. Tak, oglądam sitcomy i podobnie jak wielu z Was uważam, że dwudziestominutowa rozrywka przed telewizorem lub ekranem komputera to po ciężkim dniu świetne remedium na poprawę humoru.
Choć sitcom we współczesnej wersji ukształtował się na wzorzec amerykańskich hitów lat 80., czyli „Pełnej chaty” czy „Świata według Bundych”, to nie należy zapominać, że równolegle powstawały świetne, kultowe już dzisiaj seriale brytyjskie z dużą dawką specyficznego, wyspiarskiego humoru, który jednak nie przeszkodził im w zdobyciu popularności w krajach kontynentu. „Allo 'Allo” i „Jaś Fasola” to tylko najważniejsze osiągnięcia brytyjskiej produkcji telewizyjnej, która podbiła serca widzów w wielu krajach. I to właśnie środowisko, w którym powstawały hity uwielbiane przez miliony sportretował w swojej najnowszej książce „Funny Girl” Nick Hornby, przy okazji bawiąc czytelnika bystrymi spostrzeżeniami na temat zmieniającej się przez ostatnie pół wieku brytyjskiej mentalności.
Barbara, choć została Miss Blackpool, wcale nie zamierza paradować w bikini przed zastępem miejskich włodarzy, spragnionych widoku ciała pięknej, młodej dziewczyny. Śliczna dziewczyna chce udowodnić, że uroda to nie jej jedyny atut, dlatego decyduje się na „ucieczkę” do Londynu, w którym spełnić swoje marzenie, czyli rozśmieszać ludzi, występując w serialach komediowych. Przedziwnym zrządzeniem losu dostaje główną rolę w nowym serialu BBC, którego scenarzyści i producent z miejsca zakochali się w dziewczynie ze śmiesznym, północnym akcentem i nawet niezadowolenie odtwórcy głównej roli męskiej nie jest w stanie odwieźć ich od pomysłu zaangażowania Sophie Strwa, dawniej Barbary, do produkcji. Jak się z czasem okazuje, małżeńskie perypetie bohaterów serialu – Barbary i Jima – podbiją serca milionów Brytyjczyków.
Główny wątek fabularny, czyli praca wystrzałowej ekipy nad serialem to tylko pretekst do ukazania przemian brytyjskiego społeczeństwa, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu karało więzieniem homoseksualistów, a dziś pozwala im wchodzić w związki małżeńskie. Hornby w swojej z pozoru lekkiej i przyjemnej książce stawia ważne pytania o to, jak Brytania przyjęła obowiązujące na przełomie lat 60. i 70. nowe standardy kreowane przez ruch dzieci-kwiatów, jak konserwatywne instytucje takie jak telewizja BBC dostosowywały się do zmieniających się wymagać odbiorców. Historyczny moment przemian został uchwycony i sportretowany przez Hornby’ego z humorem i pewną nostalgią za czasami, gdy duża część społeczeństwa jednoczyła się przed telewizorami w oczekiwaniu na kolejny odcinek przygód wyjątkowej rodziny.
„Funny Girl”, choć w wielu miejscach bardzo zabawna i lekka, jest potwierdzeniem tego, że Hornby należy do najważniejszych autorów brytyjskiej prozy. Wnikliwy obserwator, który do tego pokrętnie gra z czytelnikiem, starając się przekonać go do prawdziwości czytanego tekstu np. poprzez zamieszczanie fikcyjnych recenzji z prawdziwych gazet, zapewnia nie tylko solidną rozrywkę, ale również karmi odbiorcę błyskotliwymi uwagami i zachęca do własnych rozważań, dzięki którym „Funny Girl” na długo pozostaje w pamięci.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Nick Hornby, Funny Girl, Warszawa, Wydawnictwo Albatros, 2015
Komentarze