„Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 17” – recenzja

Recenzja książki „Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 17”.
„Tłusty koci trójpak” to Garfield w najlepszym wydaniu – sarkastyczny, żarłoczny i bezlitośnie zabawny. Idealna lektura na poprawę humoru i powrót do kocich wspomnień z dzieciństwa.

Garfield jest w moim sercu od czasów, kiedy jako mała dziewczynka znosiłam do domu każdą napotkaną kocią przybłędę. Może właśnie dlatego tak bardzo kocham tego tłuściocha – bo widzę w nim wszystkie koty mojego dzieciństwa, tylko z lepszym PR-em i ciętym językiem. Choć szczerze powiedziawszy z Garfieldem łączy mnie coś jeszcze – miłość do lazanii i rude upierzenie.

Kiedy dorwałam w ręce „Tłusty koci trójpak”, wylogowałam się z życia na dłuższą chwilę. Po godzinie byłam już za połową i żałowałam, że nie mogę tego sobie dawkować jak kostek czekolady. Trzy komiksowe tomy pod jednym „dachem”, a każdy z nich podzielony na krótkie epizody – idealne na poprawę humoru, na przerwę w pracy albo jako lekka lektura do poduszki.

Tym razem towarzyszymy Jonowi, który – ku zaskoczeniu całej ludzkości – ma udane życie uczuciowe. Słodki naiwniak chodzi na randki, próbuje być romantyczny, a Garfield robi absolutnie wszystko, żeby mu to utrudnić. Oczywiście w swoim stylu: sarkastycznie, pasywno-agresywnie i z talentem, za który zdecydowanie należy mu się Oscar.

Odie też jest, jak to Odie – pełen entuzjazmu, ale intelektualnie... cóż, powiedzmy, że to nie on dźwiga fabułę. Na szczęście Garfield, jak zresztą zawsze, nie zawodzi. Jego komentarze są trafne, a człowiek ma wrażenie, że autor podsłuchał jego najbardziej niegrzeczne myśli. Garfield mówi to wszystko, co my często chcemy powiedzieć – ale się powstrzymujemy, żeby nikt nie pomyślał, że jesteśmy bezdusznymi cynikami.

Ja widzę w nim tę moją lekko ukrytą, pyskatą wersję – tę, która przewraca oczami, rzuca żarcik z przekąsem i wychodzi z pokoju, zanim ktoś ją o coś poprosi. Garfield to moje alter ego i duchowy przewodnik, tylko na zwolnionych obrotach i w grubym futerku.

Ten tom zachwycił nie tylko tę małą dziewczynkę, która 20 lat temu przesiadywała z kotami na werandzie, ale też dorosłą mnie – tę, która nie chce brać życia tak śmiertelnie poważnie. Czasem warto zrobić sobie dzień Garfielda: nic nie musieć, mało chcieć i marzyć tylko o dobrym jedzeniu i świętym spokoju. 

Katarzyna Chober

Jim Davis, „Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 17”, Wydawnictwo Egmont, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat