„Polska szkoła kryminału! Garść popiołu dostarczy niejednego dreszczu emocji!” - krzyczą z okładki zachęcające hasła. I kolejne „Jeden tajemniczy telefon rozpoczyna pełną sekretów wyprawę w przeszłość”- brzmi obiecująco, prawda? Wydawca kusi, łudzi i zaprasza do lektury, więc za „Garść popiołu” zabrałam się pełna zapału. Oczekiwałam trzymającego w napięciu kryminału, który nie pozwoli się od siebie odkleić na długie godziny. Niestety, nic bardziej mylnego. Wojciech Wójcik nie zafundował mi nic prócz okrutnej nudy.
Muszę przyznać, że podjęłam kilka żmudnych prób zmuszenia się do lektury tej książki, książki niezwykle nudnej i miałkiej, obwiniając za źródło mojej niechęci do jej lektury rozmaite czynniki zewnętrzne. Jednak w pewnym momencie jedno stało się pewne – nie przebrnę przez kolejny rozdział tego nijakiego kryminału, który nawet przez minutę nie utrzymał mnie w napięciu. Już na początku miałam pewne uprzedzenia do fabuły, bo czy sprawa tajemniczego samobójstwa nauczyciela geografii w szkolnym schowku może być interesująca? Jednak myślę, że przy wprawnym piórze i dobrym pomyśle na historię nic nie jest niemożliwe, więc tak, jak najbardziej. Tutaj jednak zabrakło obu z tych czynników.
Styl pisania Wojciecha Wójcika nie wyróżnia się niczym specjalnym, wręcz przeciwnie. Chciałabym go nazwać przeciętnym, jednak byłby to komplement na wyrost. Autor przynudza tak okrutnie, że chyba nic nie byłoby w stanie uratować tej powieści. Narracja jest usypiająca, dialogi nijakie, a ilość i objętość zbędnych opisów może powalić najwytrwalszych czytelników. Zbędnym i rozwlekłym opisom towarzyszą bohaterowie, którzy paradoksalnie są jednocześnie groteskowi i nijacy. Postacie o przerysowanych cechach fizycznych nie zapadają w pamięć i ciężko było mi się łapać kto jest kim. Liczne metafory tworzone na siłę tylko utrudniają już tę mocno mozolną lekturę rozciągniętą na prawie 600 bolesnych stron. Dodatkowym utrudnieniem jest kwestia techniczna – książka zdecydowanie nie należy do najtańszych, zaś została wydrukowana cienkim papierze, na którym prześwituje tekst.
„Garść popiołu” może miał potencjał na dobry kryminał. Może gdzieś w głowie autora zarodek pomysłu na fabułę wzbudzał zaciekawienie. Jednak to, co zostało z tego stworzone jest kompletną stratą czasu. Musiałam zmuszać się do przeczytania kolejnej, usypiającej mnie w trybie natychmiastowym, strony miałkiego tekstu...
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Wojciech Wójcik, „Garść popiołu”, Poznań, Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2016
Komentarze