Nie miałam okazji sięgnąć po wcześniejsze tytuły Hanny Greń, ale słysząc wiele pozytywnych opinii, postanowiłam zacząć od tej książki. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio zdarza mi się trafiać na powieści prowadzone wielowątkowo. Zawsze mam obawy, że się pogubię. Ale nie tym razem.
Po pierwszym rozdziale nie miałam wątpliwości, że chcę czytać dalej. Trafiamy do przeszłości, do roku 1945. Później możemy przyjrzeć się całej przykrej historii, która przytrafiła się bohaterce.
W brutalny sposób zostają zamordowani jej rodzice, a ona sama ledwo uchodzi z życiem. Dostaje nową tożsamość i może zacząć wszystko od początku. Już pierwsze strony pokazują nam, że to nie jest zwykła sprawa, którą da się rozwikłać po przeczytaniu kilku rozdziałów…
Po latach, kiedy Amelia dzieli się swoją historią z narzeczonym, wracają demony przeszłości. Dziewczyna ponownie musi się zmierzyć z wydarzeniami sprzed lat. Wie, że to, iż nie zginęła, ciąży na niej jak klątwa. Mordercy na pewno nie odpuszczą. Kim są i dlaczego chcieli pozbyć się całej rodziny? Czy tajemnica z przeszłości może mieć wpływ na teraźniejszość? Na te i wiele innych pytań bez wątpienia odpowiedzi znajdziecie zagłębiając się w historię.
Książka opowiada o przeszłości, od której nie mamy ucieczki. Wszystkie niezałatwione sprawy lubią wracać jak bumerang. Moim zdaniem ciekawy jest też wątek historyczny wpleciony w całość.
Na szczególną uwagę w książce zasługuje prowadzone śledztwo, które zostało przedstawione w bardzo realistyczny sposób, ze wszystkimi szczegółami. Ale nie możemy się temu dziwić, jeżeli za recenzenta ma się męża policjanta.
Była to moja pierwsza książka tej autorki, ale na pewno nie ostatnia. Polecam ją każdemu, kto lubi dobrze napisane kryminały.
Eveline Bienek
(evelina.bienek@dlalejdis.pl)
Hanna Greń, „Gasnące światło”, Poznań, Czwarta Strona, 2022
Komentarze