Gdańsk, jakiego nie znacie!

Recenzja książki „Fatum”.
W „Fatum” każde z opowiadań ocieka krwią, makabrą i groteską. Czasem robi się bardzo niesmacznie, ale groteska taka już jest.

Odrobina makabreski: odcięta głowa w zupie, trup pod łóżkiem, a na nim harce miłosne, kawałek ręki w stogu siana... Ale też: wampiry, mordercy, wykolejeńcy, niemoralne życie, podsycane żądzą pieniądza, jedzenia i rozpusty. Wszystko to zaś w starodawnym Gdańsku.

Najnowsza książka Piotra Rowickiego „Fatum” to zbiór opowiadań. Jest ich równo dziesięć, a każe z nich ma miejsce w morskiej stolicy Polski, czyli Gdańsku. Po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się z dziełem, którego autor sięgnął po tak fascynujące polskie miasto, które stało się jednocześnie bohaterem „Fatum.” Ogromny plus należy się autorowi książki, zarówno za podjęcie tematyki groteskowej, jak i za ujęcie jej w realiach Polski sprzed kilku wieków. Podróż w czasie jest fascynująca: oczami wyobraźni widzimy ulice, którymi każdy z nas się niegdyś przechadzał, w opowiadaniach zaś pełne są straganów z owocami i ulicznych grajków. Czuć morską bryzę ciągnącą się wzdłuż nadbrzeża portowego, a fontanna Neptuna nadal wyznacza środek miasta.

Piotr Rowicki z wykształcenia jest historykiem. Czytając mamy pewność, iż realia opisywanego Gdańska są zgodne z prawdą historyczną, a autor z pewnością sięgnął do odpowiednich źródeł, by odtworzyć z ogromną pieczołowitością szczegóły topografii miasta. Nie tylko o rozkład ulic tutaj chodzi. Zachowania głównych bohaterów z pewnością też są charakterystyczne dla mieszkańców tego okresu. Są więc oni okrutni, mściwi, rozpustni, a przede wszystkim brak im moralności, rozumianej jako przysłowiowa chęć nie czynienia drugiemu, co tobie niemiłe. Oczywiście, obraz ówczesnych Gdańszczan napawa grozą i obrzydzeniem. Z pewnością jednak bogacze, czyli możni kupcy, władcy i inni im podobni, skrupułów nie mieli, by wymierzyć komuś sprawiedliwość za pomocą noża.

Pobudki bohaterów opowiadań „Fatum” są zazwyczaj bardzo płytkie, a oni sami kierują się często impulsem. Nasze czasy nauczyły nas dystansu, szacunku do innych, ale kiedyś? Jeżeli potrawa była kiepska, kucharz mógł stracić za nią głowę (Zupa z konia). Chrapiąca żona? Złotnik może ją uciszyć raz na zawsze, a i tak nikt się o tym nie dowie (Dorotka). Brakuje może mięsa na sprzedaż? Także proste mieszczki decydowały się na zabijanie ludzi i przerabianie ich na kiełbasę (Czerwony Kapturek). Jak się okazuje, nie tylko bogaci i wpływowi mieszkańcy Gdańska łatwo ulegali chwili, decydując się na okrutne czyny. Ale czy ktoś odważyłby się podnieść rękę na słynnego Heweliusza? Tak, ale tylko jeśli w grę wchodzą pieniądze. Dla ukrócenia szerzącego się wpływu konkurencji, browarnik chce śmierci przeciwnika w biznesie. Tylko czy ktoś dokona mordu na znanym uczonym? (Jan Heweliusz musi zniknąć). To tylko kilka z przykładów, a w „Fatum” każde z opowiadań ocieka krwią, makabrą i groteską. Czasem robi się bardzo niesmacznie, ale groteska taka już jest. Jeśli ktoś czytał Rolanda Topora, historie snute przez Rowickiego mogą mu się wydać zbyt układne.

Opowiadania w „Fatum” czyta się z zainteresowaniem. Niektóre mają ciekawsze pomysły i zaskakujące puenty, niektóre nie zachwycają polotem i fantazją. Książka należy do miłych lektur, które niestety nie zapadną w pamięć na zbyt długo. Jeśli jednak nie obca nam jest makabreska, a odrobina dreszczyku i okropności nam nie przeszkadza, opowiadania w „Fatum” mogą stanowić miłą lekturę na zimowy długi wieczór.

Sylwia Pardej
(sylwia.pardej@dlalejdis.pl)

Piotr Rowicki, „Fatum”, Oficynka 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat