Gdy morderca puka do drzwi…

Recenzja książki Przybysz.
Hilary Norman potrafi wyeksploatować swoich bohaterów, narażając ich cały czas na niebezpieczne i zagrażające życiu sytuacje.

No, ale jeśli jest się policjantem, walczącym codziennie z mordercami, można spodziewać się różnych niespodzianek od losu.

„Przybysz” to idealna książka do torebki. Można ją wyjąć w każdej chwili w poczekalni, czy środkach transportu. Niewielka objętościowo, ale przede wszystkim lekka treściowo i niewymagająca myślowych wygibasów, sprawdza się doskonale w szybkim czytaniu.

Książki Hilary Norman tworzą serię, którą najlepiej czytać oczywiście w całości, ale ich konstrukcja pozwala także cieszyć się ich zawartością, nawet gdy sięgamy po wybiórcze egzemplarze. Tak też jest z „Przybyszem”. Choć autorka dość często nawiązuje do wydarzeń, które miały miejsce w poprzednich publikacjach, to jednak nie wpływa to na zrozumienie tekstu, bo każda kolejna powieść, to nowa zagadka kryminalna.

W „Przybyszu” główna para bohaterów, czyli Sam Beckett, ciemnoskóry policjant oraz jego żona, psychiatra dziecięcy, stają w obliczu problemów rodzinnych, związanych z traumatyczną przeszłością Grace, która niestety, okazuje się mieć ogromne znaczenie dla teraźniejszości. Porwany zostaje, przez sadystycznego i niezrównoważonego mężczyznę, syn Sama i Grace. Zrozpaczeni rodzice muszą zmierzyć się z porywaczem, który okazuje się bardziej niebezpieczny, niż wydawałoby się początkowo. Wątek kryminalny przeplata się z osobistymi przeżyciami Grace i jej siostry i jak często okazuje się, dwie zupełnie inne z pozoru sprawy, mają czasem wspólny mianownik, który potrafi zaskoczyć bohaterów oraz czytelników.

Hilary Norman w swych powieściach kryminalnych używa języka prostego, potocznego, nieobciążonego fachowym słownictwem, niezrozumiałym dla większości. Dzięki prostej zagadce, dość łatwej analizie, zwięzłości i konkretom pozbawionych zbędnych opisów, męczących niejednego czytelnika, a także szybko rozwijającej się akcji, autorka zjednuje sobie rzesze fanów.

„Przybysz” nie jest lekturą dla wymagających miłośników zagadek kryminalnych. Hilary Norman preferuje bowiem taki styl pisania, który ma na celu dostarczyć przyjemność z czytania, zrelaksować, nie zamęczyć wielowątkowością i nadmiarem faktów. To typowa książka, którą z pewnością można polecić na długą podróż pociągiem, gdy na kilka godzin, możemy wyłączyć się i przeżywać kolejne niezwykłe przygody z bohaterami sagi stworzonej przez brytyjską autorkę.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Hilary Norman, „Przybysz”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat