Gdy nie można zapomnieć

Recenzja książki "Rio Bar".
Poruszająca i wstrząsająca. Te dwa słowa są kwintesencją książki Ivany Sajko „Rio Bar”. Nie jest to książka łatwa. Bowiem i temat doświadczeń wojennych kobiet do prostych i przyjemnych nie należy.

Nigdy nie jest się przygotowanym. Nawet, jeśli wcześniej ostrzegali. Pierwszy atak, nalot, pierwszy wojenny huk z całą dokładnością rejestruje się w naszej pamięci. I choćbyśmy nie wiadomo, jak chcieli, kojące zapomnienie już nie nadejdzie.

„Rio Bar” jest właśnie takim świadectwem pamięci. Niełatwym w odbiorze, bowiem przepełnionym subiektywnymi spostrzeżeniami, skojarzeniami, wspomnieniami. Wspomnieniami kobiety, którą atak zaskoczył przy ołtarzu. Najpiękniejszy dzień w życiu w ciągu paru sekund zamienił się w koszmar. Przejmujący i niezwykle sugestywnie nakreślony przez Ivanę Sajko symbol białej sukni ślubnej, która tak bardzo nie pasuje do brudnej rzeczywistości schronów, bólu i krwi towarzyszył mi przez całą książkę.

Ivana Sajko skonstruowała „Rio Bar” w sposób na pozór chaotyczny, bez spójnej, oczywistej od samego początku fabuły. A jednak każde zdanie, każdy epitet, każdy wykrzyknik wydaje się być niezwykle przemyślany i na swoim miejscu. Każde z nich emanuje bólem i ogromem doświadczeń anonimowej bohaterki, która w powojennej rzeczywistości nie potrafi się odnaleźć i udawać, że po tym wszystkim można jeszcze żyć normalnie. Jedyne, choć chwilowe, ukojenie od wspomnień znajduje w alkoholu.

„Rio Bar” to z pewnością nie jest książka dla wrażliwego czytelnika. Obfituje bowiem w naturalistyczne, odarte z estetyki opisy i wulgaryzmy, których do opisu wojennego i powojennego świata nie sposób nie użyć. Ivana Sajko w swojej książce przekonuje bowiem, że brutalność, bród i cierpienie nie kończą się wraz z zakończeniem działań wojennych. „Rio Bar” uświadamia, jak wielką pożywką dla wszelkiego rodzaju patologii życia społecznego są zgliszcza wojenne. Ponieważ wiele opisanych w książce epizodów, zjawisk zaczerpniętych zostało bezpośrednio z doświadczeń z wojny na Bałkanach, integralną część powieści stanowią rozbudowane przypisy, naświetlające i przybliżające czytelnikowi fakty, dzięki czemu lektura książki staje się nie tyle przyjemniejsza, co znacznie bardziej zrozumiała.

„Rio Bar” Ivany Sajko to nie jest książka na plażę czy do poduszki. To książka, po którą trzeba sięgnąć z całą świadomością ciężaru emocji w niej zawartych. A jako opowieść o kobietach postawionych nagle w obliczu bałkańskiej wojny i potem konieczności odbudowy swojego kraju, wyniszczonego bratobójczą walką, dobijanego korupcją, zorganizowaną działalnością przestępczą, „Rio Bar” aż kipi od emocji, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nic tego nie zapowiada.

„Rio Bar” należy do książek niewielkich objętościowo, liczy sobie bowiem około 150 stron. I choć nie przesądza to o szybkości, z jaką pochłania się lekturę, to jednak zdecydowanie polecam przeczytanie całej książki bez robienia dłuższych przerw. W przeciwnym wypadku bardzo łatwo można zgubić wątek, co w przypadku tego debiutu prozatorskiego Ivany Sajko (nagrodzonego w 2006 r. w Chorwacji) jest co najmniej zdecydowanie nie wskazane.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Ivana Sajko, „Rio Bar”, Wydawnictwo W.A.B. 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat