Ona - 38 lat, artystka, która porzuciła tworzenie wielkiej sztuki na rzecz bardziej użytkowej i przynoszącej zysk grafiki. On - architekt ze świetną pozycją, partner głównej bohaterki, czuły, poukładany i troskliwy. Tamten On - niespełniona miłość z czasów młodości, czarne oczy, bałkańska krew i nutka tajemniczości. Dwa lata na rozwinięcie akcji od kwietnia 2012, aż do maja 2014 roku. W tle przewijają się warszawskie kamienice, Kazimierz Dolny i Wybrzeże Adriatyku. Czy z tego może wyjść coś dobrego?
Karolina pomimo swojej pozycji i cudownego ukochanego czuje, że jej życie nie jest pełne. To czego jej brakuje nie jest jednak ani sprzedawane na wyprzedażach, ani możliwe do zdobycia samą ciężką harówką. Bo w to po pewnym czasie zmieniają się łóżkowe wyczyny Karoliny i Filipa. Kobieta bardzo chce mieć dziecko i stara się z całych sił pilnować dni idealnych do zapłodnienia. Pomiędzy pracą, a bieganiem za specjalistami znajduje czas dla swojej miłości ze studenckich czasów - Milana. On też już zdążył się ustatkować. Ma żonę - skrzypaczkę i cudną córeczkę. Nie przeszkadza im to jednak we wspominaniu starych, dobrych czasów. Główna bohaterka czuje się zagubiona i zmęczona. Skomplikowana jest nie tylko jej miłosna sytuacja, ale również jej relacje z ojcem i matką, którą pogłębiają rodzinne tajemnice.
Najistotniejszy zdaje się być jednak bardzo ważny dla kobiet temat macierzyństwa. Autorka zauważa problem, z którym boryka się wiele współczesnych kobiet. Po zrobieniu kariery przychodzi czas na stworzenie rodziny i to wtedy pojawiają się pierwsze kłody. Ukazanie bezsilności, poszukiwań i podejmowania wszelkich możliwych prób zajścia w ciążę zdaje się być doskonale odzwierciedlone w książce. Bohaterka nie przebiera w środkach - nieistotne czy to profesor nauk medycznych, czy specjalista od medycyny naturalnej szukający miejsca skupienia negatywnej energii w jej pośladkach. Samym próbą wspomagania zapłodnienia towarzyszy również inny problem, od którego rozpoczynamy lekturę książki - czyli kwestia poronienia. Walczak-Chojecka jest autentyczna w swoich opisach dotyczących potrzeby macierzyństwa. Próbując odzwierciedlić emocje jakie towarzyszą kobiecie, która chce zbyt mocno, świetnie kreuje przeżycia bohaterki. Mniej zachwyca miłosny trójkąt - choć gdyby policzyć wszystkich zaangażowanych to nawet pięciokąt. Rozbudza co prawda ciekawość i spełnia kryterium: potrzeby bycia kochaną przez mężczyznę, ale z drugiej strony jest przewidywalny i może stać się lekko nużący. Dużo ciekawszy jest wątek dotyczący rodzinnej tajemnicy... Ale o tym przeczytajcie sami.
Autorka od czasu do czasu rozbawia czytelnika wprowadzając do narracji różnego rodzaju smaczki z życia wzięte. Dużym walorem są również opisy Serbii i Chorwacji. Malownicze - i jak można przypuszczać z życiorysu Walczak-Chojeckiej - doskonale znane autorce. Również główny wątek dotyczący macierzyństwa jest zaczerpnięty z prywatnego życia autorki, a dokładniej z jej rozmów z przyjaciółką, która walczyła o to by zostać matką.
Na koniec słów kilka o osobistych wrażeniach z lektury. Jeżeli nie chcemy poznać kolejnego wspaniałego romansu, ale skupimy się na problematyce późnego macierzyństwa i relacji rodzinnych głównej bohaterki, to może się okazać doskonały wybór na długie i chłodne wieczory. Wciągająca narracja, sympatyczna główna bohaterka i doskonałe odtworzenie emocji jakie targają duszą Karoliny. Ciekawa, miejscami zabawna, wzruszająca i pozbawiona zbędnego patosu. Warto przeczytać, choćby po to, żeby zrozumieć, dlaczego czasami warto zaczekać, aż zakwitną poziomki.
Joanna Małysiak
(joanna.malysiak@dlalejdis.pl)
Agnieszka Walczak-Chojecka, „Gdy zakwitną poziomki”, Filia 2014
Komentarze