„Gdyby nasze ciało potrafiło mówić” - recenzja

Recenzja książki „Gdyby nasze ciało potrafiło mówić”.
Dr James Hamblin - z zawodu lekarz, z zamiłowania dziennikarz - stara się odpowiedzieć na ponad sto nie zawsze poważnie brzmiących pytań.

Temat zdrowia nigdy nie wychodzi z mody. Nie ma dnia, żebyśmy nie byli zalewani kolejną porcją nowych alarmujących doniesień naukowców, kojących zapewnień zwolenników naturalnych rozwiązań, czy wreszcie morzem sloganów wymyślonych przez wszelkiej maści speców od marketingu naginających fakty, by sprzedać nam konkretny produkt. Czy da się w tym gąszczu informacji znaleźć złoty środek i receptę na uchronienie naszego ciała i ducha przed cierpieniem?

Autor „Gdyby nasze ciało potrafiło mówić” postanowił wyjść nam naprzeciw i rozprawić się z wieloma, czasem absurdalnymi (Czy soczewka może mi się przesunąć na tył oka i dostać do mózgu?), a czasem zahaczającymi o kwestie filozoficzne (Czy żyjemy wystarczająco długo?) wątpliwościami narastającymi wśród pacjentów. Książka podzielona jest na sześć części. Są to: Wygląd, Postrzeganie (w tym odporność i sen), Jedzenie (uwaga: ten dział zawiera gluten, laktozę i tłuszcze), Picie, Relacje (oraz seksualność) i Trwanie (głównie kwestie pośmiertne). Każdy można oczywiście przeczytać osobno, jednak jak dowiadujemy się z przedmowy, nigdy nie jest tak, że dany organ zaczyna niedomagać w oderwaniu od pozostałych, a co za tym idzie, lepiej wyjdziemy na przewertowaniu całości.

Najmocniejszym punktem tego nietypowego „Podręcznika użytkownika”, jak głosi podtytuł, są zdecydowanie przytoczone przykłady z życia codziennego, takie jak mrożąca krew w żyłach historia dziewczynki zmuszonej do funkcjonowania z jedną półkulą mózgową, a także zasugerowanie, że samobójstwo Kurta Cobaina nie wynikało wyłącznie z problemów psychicznych, a w znacznej mierze niezidentyfikowanej wówczas choroby układu pokarmowego. Moim ulubionym rozdziałem pozostaje jednak ostatni. Nigdy bym się nie spodziewała, że w książce dotyczącej podtrzymywania i ratowania zdrowia znajdę dylematy dotyczące punktu, w którym w zasadzie powinniśmy ze względów społecznych i ekologicznych przestać to robić, a kilka stron dalej będzie zamieszczony opis pogrzebu powietrznego i instrukcja złożenia własnoręcznej, na dodatek przyjaznej środowisku trumny!

James Hamblin dostarcza nam sporej porcji wiedzy i ciekawostek, trzymając się od początku do końca schematu pytanie – odpowiedź. Niestety, czasem pozwala on sobie na tak dużą ilość dygresji zrozumiałych i/lub interesujących wyłącznie amerykańskiego czytelnika, że można odnieść wrażenie, iż mimo skrupulatnej lektury w przypadku niektórych zagadnień wiemy tyle samo, co przed jej rozpoczęciem. Gdy sytuacja zaczyna się powtarzać, rodzi to niemałą frustrację i zniechęcenie. Nie do końca trafia też do mnie gawędziarski styl i poczucie humoru doktora, choć oczywiście są to kwestie skrajnie subiektywne. Być może wynika to z chęci przypodobania się młodszej grupie odbiorców np. 77 tysiącom obserwatorów autora z Twittera. Do nich z pewnością lepiej też przemówią stylizowane na odręczne rysunki ilustracje.

Podsumowując, „Gdyby nasz ciało potrafiło mówić” jest pozycją godną polecenia bardziej ze względu na nietypowo podejmowaną tematykę niż formę nierzadko wymykającą się spod kontroli i ocierającą się o wodolejstwo.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Dr James Hamblin, „Gdyby nasze ciało potrafiło mówić”, Warszawa, Wydawnictwo Margniesy, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat