„Gdyby nie ona” – recenzja

Recenzja książki „Gdyby nie ona”.
„Gdyby nie ona” - przyjemna lektura na letnie wieczory, czy całkowita strata czasu?

„Gdyby nie ona” to powieść inspirowana prawdziwą historią. Większa część książki przybliża nam rok z życia dwóch sióstr, pod koniec lat siedemdziesiątych mieszkających na sennych przedmieściach Marin, stanu Kalifornia. Rachel, choć jeszcze bardzo dziecinna, oczekuje już przemiany w kobietę, Patty korzysta z przywilejów bycia dzieckiem. Dziewczynki zostają pozostawione same sobie, gdy ich rodzice się rozstają. Ojciec detektyw jest bez przerwy zajęty pracą, matka popada w depresję i znika w fikcyjnym świecie książek. Siostry spędzają większość czasu na nieco szalonych zabawach na wzgórzu za domem. Nie mając telewizji, pieniędzy czy przyjaciół, jedynie wybujała wyobraźnia pozwala im zająć czas. Sprawy jednak komplikują się, gdy na ich ulubionym miejscu zabaw zaczyna atakować seryjny morderca, mordujący dziewczyny i młode kobiety.

Autorka Joyce Mynard jest dziennikarką New York Times, co zapewne miało pozytywny wpływ na jej warsztat – profesjonalny i bardzo poprawny. Narracja jest płynna, a styl dobry. Mimo wszystko w powieści zabrakło tego „czegoś”, co sprawiłoby, że książka jest atrakcyjna nie tylko pod względem poprawności stylistycznej, ale także interesująca dla czytelnika. Niestety, powieść jest raczej nudna, a narracja ciągnie się w nieskończoność. Ciężko określić, które momenty mają budować napięcie, ponieważ całość tekstu jest równa i jałowa. Zabrakło nieco finezji, a może po prostu zapału? „Gdyby nie ona” jest zarówno przeciętnym kryminałem, jak i nudną obyczajówką. Pozycja utknęła pomiędzy dwoma gatunkami, nie wypadając pozytywnie w żadnej z kategorii.

Ciężko powiedzieć komu ta pozycja przypadnie do gustu, jednak na pewno nie amatorom wrażeń, czy czytelnikom ceniącym sobie wartką akcje, czy jej interesujące zwroty. Bohaterowie raczej nie wzbudzają sympatii, a relacje między nimi są bardzo trywialne, zależności, przewidywalne. Do tego zachowują się, jakby seryjne morderstwa były czymś normalnym, w żaden sposób nie zwiększając swojej czujności. Dialogi są napisane poprawnie, widać tutaj dobry warsztat, ale bez życia, mdłe. Łatwo też zacząć mieć wątpliwości, jaki właściwie jest główny wątek powieści i jaki jest jej cel. Im dalej w treść książki, tym bardziej zaczynałam się nudzić, a całość stawała się coraz bardziej naciągana.

Lektura „Gdyby nie ona” nie należała do najbardziej rozrywkowych momentów mojego życia. Odniosłam wrażenie, iż autorka miała zamysł, który nie do końca sprawdził się w rzeczywistości, pojawia się tutaj dużo fragmentów, które ewidentnie mają na celu rozcieńczenie treści na większą liczbę stron, a dziewczynki będące głównymi bohaterkami stają się coraz bardziej irytujące ze względu na szereg odchyleń od normalności, które przejawiają. Z początku historia wzbudza zainteresowanie, jednak z każdą kolejną stroną przekonywałam się, że autorce zabrakło pomysłu na interesujący przebieg zdarzeń.

Styl literacki Joyce Maynard, choć bardzo poprawny, to nie wyróżnia się niczym specjalnym. Ciężko nazwać jej charakterystyczny cel, wyłapać ciekawą stylistykę. Ot, kolejne czytadło amerykańskiego autora, jakich wielu. Nie lubię stwierdzać, iż lektura danej książki była stratą czasu, tutaj jednak muszę przyznać, iż „Gdyby nie ona” to wyjątkowo miałka i nudna powieść bez żadnego wyrazu, w której ani jeden wątek nie wzbudził mojego zainteresowania.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Joyce Maynard, „Gdyby nie ona”, Muza, Warszawa 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat