Wojna zbliżyła kuzynki do siebie. Od zawsze miały dobry kontakt, jednak wspólna walka o przetrwanie zacieśniła ich więzy, które po wielu latach zostały jednak poddane poważnej próbie. Hughes – mąż Nick – po powrocie z europejskiego frontu nie przypomina mężczyzny, za którego wyszła młoda kobieta. Z kolei dla Heleny Avery jest spełnieniem marzeń – poznany w sklepie artysta po wojnie zabiera ją do Hollywood, do świata artystów i ich marzeń o wielkości. Niespokojna Nick, której w udziale przypada los prowincjonalnej kury domowej, nie jest w stanie zaakceptować drobnomiasteczkowej obyczajowości i zwyczajnej nudy. Z kolei świat blichtru i sławy okazuje się dla Heleny niczym więcej jak tylko klatką, z której wydobyć może się jedynie wtedy, gdy na szali po drugiej stronie wolności postawi rodzinę.
Po latach w Tiger House – rodzinnym domu zbudowanym przed wielu laty – Nick i Helena wraz z dziećmi spędzają wakacje. Któregoś razu Daisy – córka Nick i Ed – syn Heleny dokonują makabrycznego odkrycia. Zabita dziewczyna jest jednak tylko pretekstem do tego, by zacząć śledzić losy każdego bohatera „Tygrysów w porze czerwieni” z osobna i każdemu z nich pozwolić na opowiedzenie własnej historii. Co tak naprawdę widział Ed w noc zamordowanie portugalskiej służące, dlaczego Daisy przestała przyjaźnić się z Anitą i jaki był powód, dla którego Helena zaczęła nazywać Nick suką? Przez dwadzieścia lat tę rodzinę spotkało niejedno nieszczęście. Jak sobie poradzą?
W powieści Lisy Klaussmann nie ma postaci jednokolorowych, każda osoba kryje w sobie zarówno wiele pozytywnych uczuć, jak i mroczną historię, której ujawnienie mogłoby doprowadzić do zniszczenia rodzinnych więzi. Warto odnotować, że autorka pozwala każdemu z bohaterów opowiedzieć swoją historię, choć tylko Ed opowiada ją w pierwszej osobie. Ale w końcu to on jest burzycielem, tym, który funkcjonuje w świecie przedstawionym na własnych prawach. Bohaterowie nie mają niejako „dostępu” do rozdziałów opisujących pozostałych członków rodziny i cała prawda nigdy nie wychodzi na jaw. O wycieczce Nick i muzyka czy przeznaczeniu tajemniczego klucza do pokoju 201 wiedzą tylko oni sami i czytelnicy, którzy z porozrzucanych elementów układanki mają szansę stworzyć pogmatwaną, ale jednocześnie zaskakująco spójną całość. Historię, która może drzemać w wielu z pozoru zwykłych rodzinach.
„Tygrysy w porze czerwieni” to książka, która balansuje pomiędzy sagą rodzinną, kryminałem a romansem. Ten eklektyczny, lekko zaburzony styl świetnie pasuje do świata przedstawionego, zburzonego okrucieństwem wojny, a potem mozolnie odbudowywanego na kolejnych kłamstwach i niedopowiedzeniach, na zawiedzionych nadziejach i rozbitych marzeniach. Poza ciekawą formą i naprawdę interesującą fabułą, Klaussmann serwuje czytelnikowi zestaw pytań o granice wolności, o zdolność do rezygnacji z siebie dla innych i o konsekwencje wyborów, które podejmujemy, a które odbijają się nie tylko na nas. Jak daleko można się usprawiedliwiać, jak wiele można poświęcać i jak wiele można znieść. „Tygrysy w porze czerwieni” to pytanie o granice ludzkiej wytrzymałości, narażonej na ekstremalne przeżycia, to studium poświęcenia i uzależnienia. Wreszcie – to pytanie o to, ile mamy w sobie tygrysa. Tygrysa, który atakuje w porze czerwieni...
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Liza Klassmann, „Tygrysy w porze czerwieni”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze