Robin Cook to już autor-legenda. Każdy, kto interesuje się książkami z gatunku thrillerów bez najmniejszego trudu przypisze go do tych osadzonych w kontekście medycznym. I nie ma się czemu dziwić – w końcu Robin Cook z zawodu jest lekarzem.
Być może więc to ta wiedza i doświadczenie medyczne, a być może tak zatrważająco realne historie, jakie powstają w jego wyobraźni sprawiają, że książki tego autora dzielą się właściwie na dwie kategorie: dobre i bardzo dobre. Już połączenie medycyny i thrillera wydaje się być strzałem w dziesiątkę. A gdy dodamy do tego mistrzowskie pióro, przepis na bestseller gotowy.
Nie inaczej jest w przypadku „Genezy”. Zacznijmy może od tego, że jest to dwunasta część cyklu Laurie Montgomery/Jack Stapleton (seria ta rozpoczyna się od książki „Oślepienie”; ja natomiast czytałam tylko trzecią część z tego cyklu - „Chromosom 6”). Niech was to jednak nie zmyli. Nie trzeba absolutnie przeczytać pierwszych jedenastu części, aby odnaleźć się w „Genezie”. Książka ta z powodzeniem może być traktowana jako odrębna całość. Nawet jeśli pojawiają się nawiązania do przeszłych wydarzeń, to są one bardzo umiejętnie wyjaśnione i przybliżone czytelnikowi przez autora.
Tak więc w „Genezie” mamy zwłoki. Początkowo wygląda to na standardowe (jeśli można tu w ogóle o jakimś standardzie mówić) przedawkowanie narkotyków. Łatwo jest przeoczyć elementy, które do tej teorii nie do końca pasują. Na szczęście dla nas (a na nieszczęście dla mordercy) młoda patolożka, Aria, zaczyna dokładniej badać tę sprawę. A nie jest to śledztwo proste, nie tylko na liczne przeszkody, ale także charakter głównej bohaterki, który z pewnością nie ułatwia jej zjednywania sobie ludzi.
„Geneza” zdecydowanie dostarcza rozrywki okraszonej dreszczykiem emocji. To książka, która wciąga od samego początku. Historia została bardzo dobrze rozplanowana, intryga nie jest oczywista od samego początku i wydaje się początkowo, że może tym razem przyszło nam zmierzyć się ze zbrodnią idealną. A jednak nie tym razem. I nawet jeśli finalnie uda się wytypować mordercę nieco wcześniej, nie psuje to przyjemności z lektury. Książka nie jest długa, a jej akcja jest dynamiczna, więc właściwie mknie się przez fabułę. Podczas przeżywania tej historii podobało mi się także to, ze autor przemyca nam także kilka pobocznych, nie tak istotnych dla głównego nurtu fabuły, epizodów, które czynią ten świat bardziej rzeczywistym i przerażającym jednocześnie.
Jedyny minus, który trochę psuł mi radość z obcowania z tą historią to... sposób wydania, a dokładniej mała czcionka, przy której dość szybko męczył mi się wzrok i chcąc nie chcąc musiałam sobie tę lekturę dawkować. Poza tym – nie mam jej nic do zarzucenia.
„Geneza” Robina Cooka to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. I docenić jej walory rozrywkowe i sposób zbudowania tej historii. Dla fanów thrillerów medycznych to lektura obowiązkowa!
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Robin Cook „Geneza” Wydawnictwo Rebis, Poznań 2020
Komentarze