Przez stałe elementy mam na myśli: wyrażanie się dość często w wulgarny sposób, dość przedmiotowe podejście do kobiet, przeszłość, która daje o sobie znać, i zatargi z innymi klubami lub gangami. Właśnie one występują w powieści „Ghost", są połączone konsekwentnie, tworzą też spójną całość, jednak mnie coś nie grało. A to za sprawą romansu, który dzieje się między tytułowym bikerem a Carmelą. Nie do końca rozumiałam, jak kobieta mogła zachowywać się tu dwutorowo – pragnąć mężczyzny, gdy doskonale wiedziała że jego podejście w życiu jest inne niż jej, czasami uwłaczające. A do tego skończyło się, jak było najprościej. Czekam na taką powieść z gatunku, która nie zrobi w którymś momencie z bohaterki kogoś, kto zaprzeczy własnym słowom i da się traktować jak należący do kogoś przedmiot.
Dobrym rozwiązaniem okazało się wprowadzenie wśród bohaterów postaci, która namieszała w przeszłości Ghosta. Dało to szerszy obraz tego, dlaczego mężczyzna zachowuje się, jak zachowuje, a także wprowadziło większy wachlarz charakterów, do których można było poczuć sympatię lub nienawiść. Różnorodność napotykanych w historii postaci była jak w świecie rzeczywistym – każda osoba ma jakiś, czasami minimalny, a czasami wręcz olbrzymi wpływ na kształtowanie naszego charakteru.
Jak na powieść z klubem motocyklowym przystało, musiały odbywać się bijatyki, nieporozumienia, nie obeszło się też bez scen seksu – wszystko to zostało przedstawione bez zbędnego nadęcia, w tym samym stylu, przez co podczas czytania nie miałam wrażenia, że jakieś fragmenty do siebie nie pasują. Mimo to nie mogę powiedzieć, bym dała się porwać. Zbyt wiele znanych schematów; nic, co mogłoby wbić mnie w fotel czy pozbawić na moment tchu, atakując nadmiarem emocji. Lektura była po prostu w porządku i na kilka wieczorów przeniosła mnie do świata bikerów, motocykli i walk o życie, które się chce prowadzić.
Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)
Anna Wolf, „Ghost", Wydawnictwo Akurat, Warszawa, 2023
Komentarze