„Głos kobiecej duszy” – recenzja

Recenzja książki „Głos kobiecej duszy”.
Radzenie sobie z lękami, przeszłością czy traumami nie jest łatwe, ale można wyjść z walki z nimi zwycięsko, o czym przekonuje siedem bohaterek przedstawionych przez Maxine Mei-Fung Chung w „Głosie kobiecej duszy”.

Poradniki czy reportaże nie są gatunkami literackimi, po które często sięgam, jednak Chung przyciągnęła mnie do swojego dzieła odwagą, jaką wykazało się siedem kobiet, które pozwoliły na to, by ich historie – nieco zmienione, w celu zachowania anonimowości – ujrzały światło dzienne. Problemy natury psychicznej, choć dostęp do leczenia jest o wiele większy niż za czasów Freuda, pozostają tematem, który bywa przedstawiany po łebkach. W przypadku „Głosu kobiecej duszy” tak nie jest, a każda z opowieści, a właściwie relacji z terapii, to źródło inspiracji, jak odczytywać własne emocje, pozwalać sobie czuć i jak trudno jest odnaleźć szczęście, jeżeli nie zaznało się go na wczesnym etapie życia.

By móc dostrzec, co autorka chciała przekazać za pomocą tych relacji, pozwoliłam sobie czytać każdą z historii i zatrzymywać po nich na krótką przerwę. Już podczas zapoznawania się z akapitami, które w swojej prostocie są bardzo ludzkie i naturalne, czułam empatię do bohaterek; niektóre z nich wręcz chciałam przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie w porządku. W części tego, o czym mówiły, odnajdywałam siebie, własne lęki czy kompleksy. Przeczytanie książki dało mi kilka wskazówek, które z chęcią wprowadzę do własnej rzeczywistości, by uczynić ją lepszą.

Tym, co ujmuje, jest realne przedstawienie problemów bohaterek bez patosu, ale plastycznie, wręcz dobitnie, przez co na stronach spotkać można porzucenie, brutalność, ślady przemocy. Czy nie tak wygląda życie wielu osób, które jednak boją się skorzystać z terapii?

Maxine Mei-Fung Chung w „Głosie kobiecej duszy” podzieliła się nie tylko historiami siedmiu kobiet, ale też wskazówkami, co sprawia, że po lekturze każdy – a przynajmniej tak mi się wydaje – poczuje się nieco pewniej, bo zobaczy, że udział w terapii nie jest czymś uwłaczającym, a może doprowadzić do ozdrowienia, którego człowiek się nie spodziewa.

Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)

Maxine Mei-Fung Chung, „Głos kobiecej duszy”, Insignis, Kraków, 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat