Lubię wyzwania i chyba dlatego z takim zaciekawieniem, zaciętością i nieustanną ciekawością podeszłam do książki Rodrigo Rey Rosy „Głusi”. Gwarantuję wam, że to prawdziwe literackie wyzwanie.
Claudio Casares, bankier i szalenie bogaty mężczyzna na skraju życia, bojąc się o losy swojej córki Clary, zatrudnia dla niej ochroniarza. Zostaje nim młody, pochodzący z ubogiej rodziny i wioski, Cayetano. Chłopak trafia do zupełnie nowego dla siebie świata: do najlepszej dzielnicy w mieście, do środowiska ludzi bogatych i fascynujących oraz do Clary, do której zapałał platoniczną miłością. Niestety, po jednym z dobroczynnych przyjęć, Clara znika. Wszyscy podejrzewają porwanie, tym bardziej, że taśmy z monitoringu zostały dokładnie wyczyszczone. Dalej mamy telefon z wymuszeniem okupu, następnie niejasny telefon od zdziwionej sytuacją Clary oraz Cayetano, który postanawia odnaleźć kobietę i trafia do eksperymentalnego szpitala wywołującego lawinę pytań i podejrzeń. Czy Clara uciekła? Czy jest świadoma tego, co robi? Czy szpital naprawdę pomaga? I kim tak właściwie są wszystkie postaci pojawiające się na kartach książki?
Brzmi jak książka obyczajowa z elementami kryminału? To dopiero początek. Myślę, że znajdziecie w niej każdy literacki gatunek, czasem jedynie będziecie musieli mocniej uruchomić wyobraźnię.
Lektura „Głuchych” przypomina momentami labirynt. Początkowo wszystko jest jasne, ale im dalej do niego wchodzisz, tym mniej rozumiesz. Czasem musisz zawrócić, czasem coś dwukrotnie przeczytać, czasem odpuścić sobie chęć zrozumienia , znalezienia klamry łączącej wątki, wytłumaczenia sytuacji. Co ciekawe, masz okazję poczuć się jak prawdziwy detektyw, któremu co chwilę wyrastają nowe problemy, pytania i tropy.
Kim jest bohater książki? Z pewnością nie są to tytułowi „głusi”. Bo już po kilku zdaniach mamy świadomość, że głusi (na otoczenie i płynące z niego bodźce) są tu niemal wszyscy. Ja znalazłam w tej powieści swojego bohatera, który rekompensuje mi wszelkie nieporozumienia na linii autor-ja: Gwatemalę. Fabułę uważam jedynie za pretekst do pokazania realiów tego kraju, zjawisk, które są szokujące, dramatyczne, a nawet poruszające. Autor bardzo zręcznie wplata w akcję powieści wszelkie kontrasty, życie społeczne i ekonomiczne, korupcję, pranie pieniędzy, dyskryminację, porwania, łamanie praw człowieka, przemoc, eksperymenty na ludziach, narkotyki.
Patrząc na książkę z myślą o „moim bohaterze” i oceniając ją z perspektywy społecznej nie mogłabym jej nie polecić. Zupełnie inaczej odbieram jednak fabułę: nie porywa i nie zachwyca, momentami wręcz nudzi. Zdecydowanie jest to pozycja dla specyficznego grona odbiorców, dla miłośników literatury gwatemalskiej i tematu problemów w krajach Ameryki Południowej.
Milena Kwasek
(milena.kwasek@dlalejdis.pl)
Rodrigo Rey Rosa, „Głusi”, Warszawa, Wielka Litera 2014
Komentarze